<?xml version='1.0' encoding='UTF-8'?><?xml-stylesheet href="http://www.blogger.com/styles/atom.css" type="text/css"?><feed xmlns='http://www.w3.org/2005/Atom' xmlns:openSearch='http://a9.com/-/spec/opensearchrss/1.0/' xmlns:georss='http://www.georss.org/georss' xmlns:gd='http://schemas.google.com/g/2005' xmlns:thr='http://purl.org/syndication/thread/1.0'><id>tag:blogger.com,1999:blog-847585104046522682</id><updated>2012-01-30T18:27:57.833+01:00</updated><category term='proza'/><category term='2012'/><category term='scenki'/><category term='wiersze'/><category term='fragmenty'/><title type='text'>binkowski</title><subtitle type='html'>słowa czyste</subtitle><link rel='http://schemas.google.com/g/2005#feed' type='application/atom+xml' href='http://piotrbinkowski.blogspot.com/feeds/posts/default'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/847585104046522682/posts/default?max-results=100'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://piotrbinkowski.blogspot.com/'/><link rel='hub' href='http://pubsubhubbub.appspot.com/'/><author><name>piotr binkowski</name><uri>http://www.blogger.com/profile/05039684214729192384</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/_Yd-tMIpH2BQ/TGAWDvaglXI/AAAAAAAAADQ/v35bR0A0vCY/S220/pb.jpg'/></author><generator version='7.00' uri='http://www.blogger.com'>Blogger</generator><openSearch:totalResults>50</openSearch:totalResults><openSearch:startIndex>1</openSearch:startIndex><openSearch:itemsPerPage>100</openSearch:itemsPerPage><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-847585104046522682.post-6265777436447989778</id><published>2011-12-30T10:48:00.005+01:00</published><updated>2012-01-30T18:27:57.841+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='scenki'/><title type='text'>P477</title><content type='html'>- Rozpoczynamy siedemnastą rundę naszego wspaniałego teleturnieju! Po czternastu godzinach zmagań w grze pozostało tylko dziewięciu zawodników. &lt;br /&gt;Wysoki mężczyzna powiódł wzrokiem po zgarbionych sylwetkach stojących w półkolu uczestników. Każdy z nich opierał ciężko dłonie na blacie swojego stanowiska. Wnętrze było ciemne, ale przyjazne. Ciszę uzupełniało brzęczenie aparatury.&lt;br /&gt;- Na początek coś na rozgrzewkę - Prowadzący chrząknął cicho, profesjonalnie. - Uwaga. Podaj czwartą literę - Zrobił równie fachową pauzę dla podbicia napięcia. – współczesnej  nazwy miasta Edo.&lt;br /&gt;Wielki zegar odliczył kolejno: trzy, dwa... i rozległ się dzwoneczek.&lt;br /&gt;- Proszę, odpowiada pan P477006AGHW.&lt;br /&gt;- Jest to litera I.&lt;br /&gt;- Zgadza się. Która to litera alfabetu?&lt;br /&gt;- Dziewiąta. - Mężczyzna odpowiedział gładko, na jego wysokim czole nie pojawiła się nawet zmarszczka. Przypominało jezioro o poranku.&lt;br /&gt;- Doskonale. Otrzymuje pan kolejny punkt.&lt;br /&gt;Na stanowisku odpowiadającego wyświetliła się liczba 209.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Prowadzący zadał następne pytanie - o ilość dni, która minęła od powstania Ziemi. Do odpowiedzi zgłosił się zawodnik o imieniu Z23002ABBS. Niestety pomylił się o dwa dni i odpadł z turnieju. Prowadzący kompetentnie pogratulował mu udziału i polecił opuścić salę.&lt;br /&gt;- Ile ważyła przedostatnia ryba na Ziemi? – Padło kolejne pytanie.&lt;br /&gt;Wielki zegar rozpoczął odliczanie: trzy, dwa, jeden, zero. Tym razem nikt nie zgłosił się do odpowiedzi. Prowadzący spojrzał z wprawą w każdą z ośmiu pozostałych twarzy. W jego oczach malowała się wyższość. &lt;br /&gt;- Był to wieloryb grenlandzki – wyjaśnił. - Zmarł 160 lat i 30 dni temu w okolicach miejscowości Minnibakki na północnym wybrzeżu Islandii. Ważył 89 515 kilogramów. Jego zwłoki można podziwiać w Narodowym Muzeum w Reykjaviku.&lt;br /&gt;Na następne pytania - o dokładną liczbę ludności według danych z tego tygodnia i ilość opadów w Kenii w latach 2093 - 2113 – odpowiedziały prawidłowo dwie kobiety. Wysoka i ponętna blondynka o imieniu E32877B85 i X99728WW, która mogłaby być babką pierwszej, wyglądała naprawdę staro i to mógł być jej ostatni występ. Blondynka wpadła w oko prowadzącemu już w pierwszych etapach i jeśli decydował się zadawać jej pytania dodatkowe, były bardzo łatwe.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Pan P477006AGHW zdołał odpowiedzieć jeszcze dwa razy. Pierwsze pytanie dotyczyło liczby ofiar katastrofy, wskutek której zatonęła Australia. Pytanie dodatkowe było równie łatwe - prowadzący poprosił o wskazanie, którą rocznicę tego wydarzenia obchodziliśmy ostatnio. Drugie było zbyt banalne i musiał tkwić w nim haczyk. Mimo to P477006AGHW odważnie zgłosił się do odpowiedzi. Bez wahania podał, że Imperium Radzieckie po wojnie z Federacją Państw Wschodnich zyskało 17 planet kolonialnych. Prowadzący uśmiechnął się i z wytrawną kpiną w głosie powiedział "dobrze". Potem zapytał o łączną wagę tych planet. Zapytany strzelił i pomylił się o kilkanaście ton. Odpadł z wynikiem 210 punktów, który nie gwarantował nawet nagrody pocieszenia. W pierwszej chwili poczuł żal, a potem ulgę. Prowadzący z gracją kazał mu wyjść.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;P477006AGHW, dla przyjaciół P477, opuścił gmach wielkiego kulistego budynku. W automacie prasowym kupił najnowszą poprawkę do tegorocznego wydania Liczb i Faktów. Jak zwykle poczuł lekkie ukłucie ekscytacji, wyobrażając sobie, jak wraca do domu, siada wygodnie w fotelu i wśród spokojnej ciszy przyswaja nowe dane. Wokół panował gwar. Na rogu chłopak rozdawał ulotki. Było duszno.&lt;br /&gt;P477 zatrzymał się przy straganie z pieczywem. Wąsaty sprzedawca rozkładał ręce, zachwalając towar. Chleb, dzięki sztucznym spulchniaczom i aromatom wyglądał wspaniale i pachniał jeszcze lepiej. P477 kupił dużą bułkę i skierował się w stronę placyku z ławkami. Usiadł i położył dłonie na kolanach. Łamał bułkę i rozrzucał okruchy. Wkrótce zjawiły się gołębie. Wyglądają jak prawdziwe, pomyślał, choć nigdy nie widział żywego zwierzęcia. Ptaki zaciekle skubały pokarm, roznosząc go dookoła. Zagarniając skrzydłami powietrze, wzbijały się w górę i lądowały kawałek dalej. P477 próbował je policzyć. Były w ciągłym ruchu. Za każdym razem, kiedy rzucał nową garść, ptaki odrywały się i podlatywały w to miejsce. Z każdego kawałka produkowały zapasy energii i zawsze były głodne. Nie mogły utyć. Przez całe życie wyglądały tak samo. Przyglądał się im z zaciekawieniem. Znał dane techniczne każdego modelu i statystykę całej populacji, ale nie umiał powiedzieć, czy jest ich dwadzieścia, czy trzydzieści. &lt;br /&gt;Włożył kawałek chleba do ust, ale zaraz go wypluł. Smakował jak guma.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/847585104046522682-6265777436447989778?l=piotrbinkowski.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://piotrbinkowski.blogspot.com/feeds/6265777436447989778/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=847585104046522682&amp;postID=6265777436447989778&amp;isPopup=true' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/847585104046522682/posts/default/6265777436447989778'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/847585104046522682/posts/default/6265777436447989778'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://piotrbinkowski.blogspot.com/2011/12/p477.html' title='P477'/><author><name>piotr binkowski</name><uri>http://www.blogger.com/profile/05039684214729192384</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/_Yd-tMIpH2BQ/TGAWDvaglXI/AAAAAAAAADQ/v35bR0A0vCY/S220/pb.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-847585104046522682.post-7706203023659986298</id><published>2011-07-01T10:15:00.002+02:00</published><updated>2011-07-14T14:09:08.808+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='wiersze'/><title type='text'>kolejną odlicz</title><content type='html'>mamo poznałem dziewczynę&lt;br /&gt;rżnie się jak marzenie nie uwierzysz&lt;br /&gt;co robiliśmy wczoraj&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;tato rzuciłem pracę jak mi radziłeś&lt;br /&gt;zająłem się domem ogień wyszedł z kuchni&lt;br /&gt;po zasłonach nie zostało nawet śladu&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;to nie ja to moje ręce się do niej dobrały&lt;br /&gt;odkąd im nie ufam przestały mi być posłuszne&lt;br /&gt;najpierw mocno rozmawialiśmy potem już krzykiem &lt;br /&gt;wciskała mi w uszy słowa i bezradnie uległem &lt;br /&gt;dałem się jej podejść jak zwierzę&lt;br /&gt;musiałem to skończyć drastycznie&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;a teraz &lt;br /&gt;chciałbym się związać z malarką&lt;br /&gt;one wydawały mi się zawsze &lt;br /&gt;takie namiętne i bystre&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/847585104046522682-7706203023659986298?l=piotrbinkowski.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://piotrbinkowski.blogspot.com/feeds/7706203023659986298/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=847585104046522682&amp;postID=7706203023659986298&amp;isPopup=true' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/847585104046522682/posts/default/7706203023659986298'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/847585104046522682/posts/default/7706203023659986298'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://piotrbinkowski.blogspot.com/2011/07/kolejna-odlicz.html' title='kolejną odlicz'/><author><name>piotr binkowski</name><uri>http://www.blogger.com/profile/05039684214729192384</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/_Yd-tMIpH2BQ/TGAWDvaglXI/AAAAAAAAADQ/v35bR0A0vCY/S220/pb.jpg'/></author><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-847585104046522682.post-8165033721624955415</id><published>2010-10-30T12:21:00.001+02:00</published><updated>2010-10-30T12:21:56.273+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='wiersze'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='2012'/><title type='text'>bhp</title><content type='html'>niby rozmawiamy ale głowę wykręca mi na wszystkie strony &lt;br /&gt;podróż do końca sensu nabrała znaczeń jest ciężko &lt;br /&gt;ale przynajmniej ciepło cały czas mamy pogodę &lt;br /&gt;zbyt duży przydział pogody na tę cywilizację&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;rośnie w nas już tylko ciśnienie często myślimy&lt;br /&gt;ale na większość pytań robi nam się pusto&lt;br /&gt;łapiemy krajobrazy staramy się zostawić odciski&lt;br /&gt;na jak największej liczbie&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/847585104046522682-8165033721624955415?l=piotrbinkowski.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://piotrbinkowski.blogspot.com/feeds/8165033721624955415/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=847585104046522682&amp;postID=8165033721624955415&amp;isPopup=true' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/847585104046522682/posts/default/8165033721624955415'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/847585104046522682/posts/default/8165033721624955415'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://piotrbinkowski.blogspot.com/2010/10/bhp.html' title='bhp'/><author><name>piotr binkowski</name><uri>http://www.blogger.com/profile/05039684214729192384</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/_Yd-tMIpH2BQ/TGAWDvaglXI/AAAAAAAAADQ/v35bR0A0vCY/S220/pb.jpg'/></author><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-847585104046522682.post-2594985437324211742</id><published>2010-10-25T16:13:00.000+02:00</published><updated>2010-10-25T16:13:04.072+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='wiersze'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='2012'/><title type='text'>abs</title><content type='html'>higiena pracy i punktualność poszły się sprzedać pierwsze&lt;br /&gt;i nie ma się co hamować&lt;br /&gt;nikt nie wyrzuci nas przez sumienie&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;przyjęliśmy pozycję&lt;br /&gt;nadmiar gwiazd wróżył koniec i wydało się &lt;br /&gt;nad głowami nie ma nic mądrzejszego niż przypadek&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;który stał się i rozlicza wszystkich z pojęć&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/847585104046522682-2594985437324211742?l=piotrbinkowski.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://piotrbinkowski.blogspot.com/feeds/2594985437324211742/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=847585104046522682&amp;postID=2594985437324211742&amp;isPopup=true' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/847585104046522682/posts/default/2594985437324211742'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/847585104046522682/posts/default/2594985437324211742'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://piotrbinkowski.blogspot.com/2010/10/abs.html' title='abs'/><author><name>piotr binkowski</name><uri>http://www.blogger.com/profile/05039684214729192384</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/_Yd-tMIpH2BQ/TGAWDvaglXI/AAAAAAAAADQ/v35bR0A0vCY/S220/pb.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-847585104046522682.post-509579173825964903</id><published>2010-08-26T16:32:00.000+02:00</published><updated>2010-08-26T16:32:02.097+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='wiersze'/><title type='text'>francuski paradoks</title><content type='html'>twój święty i spokój&lt;br /&gt;wyprowadzają mnie z równowagi&lt;br /&gt;tłukę w myślach szkło&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;w takich warunkach maszyny wariują&lt;br /&gt;koła powoli tłoczą powietrze w ścianach&lt;br /&gt;zaciskając zęby na każdym słowie&lt;br /&gt;wydłużam tylko pamięć i ograniczam zdolności&lt;br /&gt;do błędów&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;w efekcie&lt;br /&gt;mogłabyś odczuć stratę&lt;br /&gt;może nawet byłoby to wskazane&lt;br /&gt;w chwilach krótkich jak rzut oka&lt;br /&gt;zyskuję pewność&lt;br /&gt;pękłabyś jak żarówka&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/847585104046522682-509579173825964903?l=piotrbinkowski.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://piotrbinkowski.blogspot.com/feeds/509579173825964903/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=847585104046522682&amp;postID=509579173825964903&amp;isPopup=true' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/847585104046522682/posts/default/509579173825964903'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/847585104046522682/posts/default/509579173825964903'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://piotrbinkowski.blogspot.com/2010/08/francuski-paradoks.html' title='francuski paradoks'/><author><name>piotr binkowski</name><uri>http://www.blogger.com/profile/05039684214729192384</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/_Yd-tMIpH2BQ/TGAWDvaglXI/AAAAAAAAADQ/v35bR0A0vCY/S220/pb.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-847585104046522682.post-317292697699993168</id><published>2010-08-09T16:56:00.005+02:00</published><updated>2010-10-30T12:19:41.555+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='wiersze'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='2012'/><title type='text'>pr</title><content type='html'>w mieście jest lato ale bez festynów&lt;br /&gt;dzieci zdychają z nadmiaru piachu&lt;br /&gt;sąsiadom gubi się kolejny kot&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;nie znamy nawet podstaw zdrowego związku&lt;br /&gt;rozsądek nam się sypie&lt;br /&gt;ale nie z niego tu jesteśmy&lt;br /&gt;to natura ciągnie nas ku sobie&lt;br /&gt;obiecując słodko rozkład&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;pod pozorem prześcieradeł zbierają się grzyby&lt;br /&gt;smród każe ludziom skakać z łóżek&lt;br /&gt;rozbijają się wewnątrz głowy&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;jesteśmy razem jak zwierzęta&lt;br /&gt;instynkt łączy nas jak patologia&lt;br /&gt;według najnowszych objawień&lt;br /&gt;temperatura wzrośnie do zbyt wielu stopni&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/847585104046522682-317292697699993168?l=piotrbinkowski.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://piotrbinkowski.blogspot.com/feeds/317292697699993168/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=847585104046522682&amp;postID=317292697699993168&amp;isPopup=true' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/847585104046522682/posts/default/317292697699993168'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/847585104046522682/posts/default/317292697699993168'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://piotrbinkowski.blogspot.com/2010/08/outro.html' title='pr'/><author><name>piotr binkowski</name><uri>http://www.blogger.com/profile/05039684214729192384</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/_Yd-tMIpH2BQ/TGAWDvaglXI/AAAAAAAAADQ/v35bR0A0vCY/S220/pb.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-847585104046522682.post-7241735221491325755</id><published>2010-06-12T15:11:00.003+02:00</published><updated>2010-10-25T16:14:49.316+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='wiersze'/><title type='text'>wzięcie</title><content type='html'>to jak samozapłon&lt;br /&gt;tylko w drugą stronę&lt;br /&gt;nagle tracisz energię&lt;br /&gt;uderzasz czaszką o chodnik&lt;br /&gt;albo pęka ci coś w środku&lt;br /&gt;musi być śmiesznie dać się tak zaskoczyć&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;trzeciego dnia rozmawia nam się już dobrze&lt;br /&gt;biorę cię sobie za co tylko zechcę&lt;br /&gt;bylebym dzwonił&lt;br /&gt;nawet przestaję się spóźniać &lt;br /&gt;i prawie znajduję pracę&lt;br /&gt;potem znajduję pracę&lt;br /&gt;robię prawo jazdy&lt;br /&gt;chcesz dzieci? masz dzieci&lt;br /&gt;doświadczenie wyniesione ze szkolenia w pzu &lt;br /&gt;mówi mi że będziesz dobrą żoną&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/847585104046522682-7241735221491325755?l=piotrbinkowski.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://piotrbinkowski.blogspot.com/feeds/7241735221491325755/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=847585104046522682&amp;postID=7241735221491325755&amp;isPopup=true' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/847585104046522682/posts/default/7241735221491325755'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/847585104046522682/posts/default/7241735221491325755'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://piotrbinkowski.blogspot.com/2010/06/kolejno-odlicz.html' title='wzięcie'/><author><name>piotr binkowski</name><uri>http://www.blogger.com/profile/05039684214729192384</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/_Yd-tMIpH2BQ/TGAWDvaglXI/AAAAAAAAADQ/v35bR0A0vCY/S220/pb.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-847585104046522682.post-3141952427656656794</id><published>2010-05-24T13:44:00.001+02:00</published><updated>2010-05-24T13:44:03.076+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='wiersze'/><title type='text'>niedoczekanie</title><content type='html'>starzejesz się wszędzie znajduję twoje włosy&lt;br /&gt;a nie mieliśmy nawet ślubu cieszmy się&lt;br /&gt;że wreszcie uciekliśmy z polski&lt;br /&gt;kto wie co tam się teraz dzieje&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;u nas spokój kwitną jakieś cytrusy&lt;br /&gt;a do sklepu można chodzić w samych klapkach&lt;br /&gt;nawet twoja matka stwierdziłaby&lt;br /&gt;że jest romantycznie&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;nie doczekamy się dzieci&lt;br /&gt;więc nikt od nas nie ucieknie&lt;br /&gt;jeśli chcesz znajdziemy sobie psa&lt;br /&gt;powiedz tylko słowo a będzie&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/847585104046522682-3141952427656656794?l=piotrbinkowski.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://piotrbinkowski.blogspot.com/feeds/3141952427656656794/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=847585104046522682&amp;postID=3141952427656656794&amp;isPopup=true' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/847585104046522682/posts/default/3141952427656656794'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/847585104046522682/posts/default/3141952427656656794'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://piotrbinkowski.blogspot.com/2010/05/niedoczekanie.html' title='niedoczekanie'/><author><name>piotr binkowski</name><uri>http://www.blogger.com/profile/05039684214729192384</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/_Yd-tMIpH2BQ/TGAWDvaglXI/AAAAAAAAADQ/v35bR0A0vCY/S220/pb.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-847585104046522682.post-5337926853918630518</id><published>2010-05-16T23:22:00.002+02:00</published><updated>2010-05-16T23:22:33.138+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='wiersze'/><title type='text'>cyrk</title><content type='html'>o czym może pisać poeta &lt;br /&gt;który swoje najlepsze orgazmy &lt;br /&gt;przeżył w internecie:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;a. o miłości&lt;br /&gt;b. o śmierci&lt;br /&gt;c. o tęsknocie i szaleństwie&lt;br /&gt;d. rymowane polityczne&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;spośród stu członków ankiety&lt;br /&gt;żaden nie udzielił poprawnej odpowiedzi &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;trzeciego grudnia piotr binkowski zginął w tragicznym wypadku&lt;br /&gt;w pobliżu hotelu de playa w acapulco&lt;br /&gt;wskutek uderzeń wnętrzem o ciało&lt;br /&gt;a potem &lt;br /&gt;napisał o tym wiersz w którym pozdrowił&lt;br /&gt;rodzinę znajomych przyjaciół&lt;br /&gt;oraz wszystkie rzeczy widzialne i niewidzialne&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/847585104046522682-5337926853918630518?l=piotrbinkowski.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://piotrbinkowski.blogspot.com/feeds/5337926853918630518/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=847585104046522682&amp;postID=5337926853918630518&amp;isPopup=true' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/847585104046522682/posts/default/5337926853918630518'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/847585104046522682/posts/default/5337926853918630518'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://piotrbinkowski.blogspot.com/2010/05/cyrk.html' title='cyrk'/><author><name>piotr binkowski</name><uri>http://www.blogger.com/profile/05039684214729192384</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/_Yd-tMIpH2BQ/TGAWDvaglXI/AAAAAAAAADQ/v35bR0A0vCY/S220/pb.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-847585104046522682.post-1448090460705547633</id><published>2010-05-15T15:32:00.003+02:00</published><updated>2010-05-15T15:33:04.752+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='wiersze'/><title type='text'>związki</title><content type='html'>masz rację mieliśmy sporo punktów wspólnych&lt;br /&gt;na przykład stare dobre filmy&lt;br /&gt;wśród nich znakomici reżyserzy aktorzy&lt;br /&gt;a nawet całe wątki&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;łączyły nas ruchy mięśni &lt;br /&gt;i swobodny rozkład ścięgien&lt;br /&gt;układ wadliwy z założenia&lt;br /&gt;ciało wystawało często spod drugiego&lt;br /&gt;i nie wiadomo &lt;br /&gt;co jest twoje a co obce a przecież &lt;br /&gt;nie da się wszystkiego lubić&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;(puenta dla pesymistów)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;nie można powiedzieć&lt;br /&gt;że do siebie nie pasowaliśmy&lt;br /&gt;ale wątpię żeby ktoś&lt;br /&gt;właśnie po to nas stworzył&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;(puenta dla optymistów)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;jasne &lt;br /&gt;że do siebie nie pasowaliśmy&lt;br /&gt;ale wątpię żeby ktoś&lt;br /&gt;właśnie po to nas stworzył&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/847585104046522682-1448090460705547633?l=piotrbinkowski.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://piotrbinkowski.blogspot.com/feeds/1448090460705547633/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=847585104046522682&amp;postID=1448090460705547633&amp;isPopup=true' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/847585104046522682/posts/default/1448090460705547633'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/847585104046522682/posts/default/1448090460705547633'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://piotrbinkowski.blogspot.com/2010/05/zwiazki.html' title='związki'/><author><name>piotr binkowski</name><uri>http://www.blogger.com/profile/05039684214729192384</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/_Yd-tMIpH2BQ/TGAWDvaglXI/AAAAAAAAADQ/v35bR0A0vCY/S220/pb.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-847585104046522682.post-976505277010454778</id><published>2010-03-03T12:55:00.001+01:00</published><updated>2010-03-03T12:55:32.242+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='scenki'/><title type='text'>walhalla</title><content type='html'>- Walhalla, kurwa...&lt;br /&gt;- Ech.&lt;br /&gt;Ani Thorn, ani Ridge nie lubili swojej wieczności. Powiem więcej - byli nią śmiertelnie znużeni. Siedzieli przy stole w pobliżu wyjścia z budynku. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Thorn kopnął leżący na podłodze kubek. Był starszy i w związku z tym głównie narzekał. Ridge’owi to nie przeszkadzało. Jako wierny fan fascynował się doświadczeniem swojego towarzysza.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;- Mogliby coś z tym wreszcie zrobić.&lt;br /&gt;- Ta, mogliby.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Za oknem rozlewała się poranna mgła. Blady świt rozdzierał nowy dzień.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;- Jeszcze ta jebana pogoda. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Po paru minutach w pomieszczeniu pojawił się młody chłopak.&lt;br /&gt;- Rodryk i reszta jeszcze się nie wytoczyli z łóżek. Prosili, żeby przekazać, że dołączą do was za godzinę.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Mężczyźni tylko westchnęli ciężko. Odprowadzili młodego wzrokiem i przez chwilę siedzieli w milczeniu. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Potem Ridge wstał. W sytuacjach jak ta zawsze wstawał pierwszy. Może miał w sobie więcej wigoru. Thorn mruknął pod nosem:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;- Albo weź pod uwagę te dziewczyny. Ja nie wiem, skąd oni je biorą, ale walkirie to to, kurwa, nie są.&lt;br /&gt;- A to kozie mleko...&lt;br /&gt;- Nawet nie mów, bo mnie podbija. A Odyn na to lachę kładzie. &lt;br /&gt;- Ale ja wierzę, że to już koniec. &lt;br /&gt;- A, daj spokój. Co pięć lat przekładają datę ostatecznej bitwy.&lt;br /&gt;- Ale tym razem...&lt;br /&gt;- Ale nawet mi nie mów tych bzdur. Co było? No? Nie pamiętasz? Mundial w Korei i Japonii miał być tym ostatnim. Potem Niemcy. I co? I też dupa. Teraz RPA za pasem, a ty dalej głupio wierzysz. &lt;br /&gt;- No wiem, wiem.&lt;br /&gt;- Ech, czasami sobie myślę, że tylko piłka trzyma mnie przy życiu. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Potem pchnął ciężkie, drewniane drzwi i wyszli na zewnątrz. Chłodny wiatr sypnął im w oczy śniegiem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Z lewej strony, gdzieś na granicy wzroku zamajaczyły jakieś ciemne kształty. Mężczyźni skierowali w ich kierunku kroki.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Na miejscu spotkali Emira. Z daleka rozpoznał ich i pomachał ręką na powitanie. Walczył z wielkim, czarnym wilczurem. Bestia ryła kłami drewnianą tarczę wojownika. &lt;br /&gt;- Czołem, chłopaki. Jak idzie?&lt;br /&gt;- Jak widzisz - mruknął Thorn, odpychając od siebie pokryte śliską skórą skrzydło harpii. - Obrzydlistwo. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;- Tamci dalej śpią?&lt;br /&gt;- Tak. Wiesz, jak jest.&lt;br /&gt;- Pieprzona Rada Organizacyjna. Nawet tutaj nie ma sprawiedliwości.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;- Słyszeliście, że Obama dostał nobla?&lt;br /&gt;- No co ty.&lt;br /&gt;- Kumpel z Szeolu mówił. &lt;br /&gt;- Dalej się z nimi zadajesz? Warto? Wiesz, co ludzie mówią?&lt;br /&gt;- Dawno już przestałem na to zwracać uwagę. Za dużo krwi napsuło mi to za życia.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Potem Emir poszedł na lewo, a oni na prawo. &lt;br /&gt;- Po lewej byliśmy wczoraj – wyjaśnił Ridge.&lt;br /&gt;- No pech. Ja wczoraj byłem właśnie po prawej. To do zobaczenia wieczorem.&lt;br /&gt;- Bywaj.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Kiedy któraś z bestii ginęła, na jej miejscu pojawiała się kolejna. I tak aż do południa. Wtedy kto chciał robił sobie przerwę na posiłek, a część ciał sprzątano i gdzieś wywożono. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;- Wiesz, jestem tym już zmęczony – szepnął Thorn.&lt;br /&gt;- Co masz na myśli?&lt;br /&gt;- Człowiek w moim wieku, z moimi poglądami...&lt;br /&gt;- I doświadczeniem.&lt;br /&gt;- ...i doświadczeniem nie powinien tak żyć. &lt;br /&gt;- Wolałbyś teraz być w...&lt;br /&gt;- Nie, nie o to mi chodzi. Nie ważne, gdzie. Po prostu to mi nie odpowiada. Ja tego nie czuję. Przecież ja nawet w to nie wierzyłem, wiesz sam.&lt;br /&gt;- Tak, odkąd cię znam byłeś dziwny.&lt;br /&gt;- Nie szedłem za tłumem.&lt;br /&gt;- Ludzie ciebie unikali.&lt;br /&gt;- Miałem własne spojrzenie na świat. Nie byłem tak ograniczony.&lt;br /&gt;- Matki się ciebie bały.&lt;br /&gt;- Nie pchałem się tu.&lt;br /&gt;- Dzieci wytykały palcami.&lt;br /&gt;- Gdyby cokolwiek w moim życiu zależało tylko ode mnie...&lt;br /&gt;- A psy szczekały.&lt;br /&gt;- Rozumiesz, o co mi chodzi?&lt;br /&gt;- Tak, rozumiem.&lt;br /&gt;- Akurat. Gówno rozumiesz.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Przez resztę dnia walczyli w milczeniu. Wieczorem, jak to wieczorem, rozpoczęła się zabawa. Wszyscy wzięli w niej udział. Rano czekała ich kolejna bitwa. I tak do samej śmierci.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Żartowałem.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/847585104046522682-976505277010454778?l=piotrbinkowski.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://piotrbinkowski.blogspot.com/feeds/976505277010454778/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=847585104046522682&amp;postID=976505277010454778&amp;isPopup=true' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/847585104046522682/posts/default/976505277010454778'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/847585104046522682/posts/default/976505277010454778'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://piotrbinkowski.blogspot.com/2010/03/walhalla.html' title='walhalla'/><author><name>piotr binkowski</name><uri>http://www.blogger.com/profile/05039684214729192384</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/_Yd-tMIpH2BQ/TGAWDvaglXI/AAAAAAAAADQ/v35bR0A0vCY/S220/pb.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-847585104046522682.post-1621826721781081356</id><published>2010-02-23T08:59:00.002+01:00</published><updated>2010-02-23T08:59:05.637+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='scenki'/><title type='text'>poziomy</title><content type='html'>W windzie mieści się kilka osób. Tłoczą się w okolicach żołądka. Piętro po piętrze czuję obecność każdego z osobna. Kilka kobiet i kilku mężczyzn, bo to zazwyczaj są takie układy. Jedziemy w górę mojego brzucha. Mężczyźni wysiadają po drodze, jakby nie mieli żadnego znaczenia. Nie mają pewnie nawet imion. Wysiadają i już ich nie ma. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nie znamy się, więc każdy wcisnął inne piętro. Powoli kończą się miejsca, w które można patrzeć. Mężczyźni wysiadają pierwsi. Potem zaczynają znikać kobiety. Wreszcie zostaje ostatnia i ja plus jej piętro. Najwyższe, które za chwilę nastąpi. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Każdy ma inne piętro. Swój poziom. Wleczemy się jak czkawka, co chwilę winda zatrzymuje się i ktoś znika. Od razu zapominam. Przyglądam się swoim dłoniom. Chudym palcom i wystającym kostkom. Kobiety wysiadają jedna po drugiej. Żegnam się z nimi, jakbyśmy mieli się już nigdy nie zobaczyć. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Na najwyższym piętrze winda zatrzymuje się, ale drzwi są jeszcze przez chwilę zamknięte. Wszyscy zdążyli już zniknąć po drodze. Zostaliśmy tylko my dwoje. Kobieta zamyka moją dłoń w swoich. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Na moim piętrze nie wysiada nikt, więc ja też tego nie robię. Myślę o nim. Wyobrażam sobie pusty poziom z rzędem pustych pokoi. Jak w platformówce. Przeraża mnie to i tym bardziej nie wysiadam. Drzwi się zamykają. Jedziemy wyżej. Zostało nam jeszcze kilka osób i kilka pięter do końca. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Rzucam jej spojrzenie ze znakiem zapytania. Patrzy mi w oczy. Może nawet się uśmiecha. Potem zostawia mi wróżbę i wychodzi z windy. Drzwi są otwarte. Czekam, ale nic się nie zmienia, więc też wychodzę. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nie wysiadam na swoim piętrze. Można powiedzieć, że uciekam. W górę, ale z bolesną świadomością powrotu. Traktuję to jak wycieczkę. Wycieczka – ucieczka. Jak tytuł takiej książki z dzieciństwa. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wychodzę. Czuję i wiem, że znajduję się pod samym dachem. Przez chwilę jest nawet kuszący. Takie proste rozwiązanie. Taka ostateczność. Ale boję się, że zbyt wiele rzeczy się tam kończy. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Po kobiecie nie ma śladu. Zostają mi tylko jej słowa. Zastanawiam się więc, co chciała mi powiedzieć. Co miała na myśli, wspominając dom. Mówiąc o ojcu. Mówiąc o przeszłości. Gdybym mógł, zapytałbym. Ale jej już nie ma. Zniknęła gdzieś na tym poziomie i wiem, że nigdy już się nie spotkamy. Z każdą minuta wygląda to inaczej. Mija chwila i nie wiem już, czy rzeczywiście mówiła o mnie. Czy mówiła do mnie. Równie dobrze mogła mówić w innym języku. Rozmywa się to jak sen. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zawsze wiem, kogo nie spotkam nigdy więcej. Niektóre z tych osób pamiętam i nawet żałuję. Ale nie mam na to wpływu. Po prostu przestajemy dla siebie istnieć. Możemy się spotkać jeszcze dziś wieczorem. Jutro. W któryś weekend. Potem umawiamy się na kolejne spotkanie, ale po drodze coś nam wypada. Spóźniamy się, albo nie przychodzimy. Przekładamy się na lepszy termin. Potem zapominamy. Wielu ludzi już tak umarło. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Rozglądam się, bo to zupełnie inne piętro. Poziom, na którym nigdy jeszcze nie byłem. Przyglądam się schodom, korytarzom i drzwiom i wiem, że to zupełnie inne drzwi, korytarze i schody. Obce. Zaczynam się bać. Chwytam za poręcz i zbiegam niżej. Zatrzymuję się na półpiętrze i uspokajam oddech. Za oknem rozciąga się jakieś miasto. Wiem jednak, że to zupełnie inne miasto. Nie poznaję w nim niczego. Nie odnajduję się w nim. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Kiedy wysiadam z windy, przez chwilę widzę jeszcze tę kobietę. Znika dopiero w którymś z mieszkań. Wystarczy chwila i tracę pewność, w którym. Zaczynam wracać. Nie wiem, ile pięter niżej znajduje się mój poziom, ale wiem, że muszę tam dotrzeć jak najszybciej. Boję się. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Czekam jeszcze chwilę, ale drzwi się nie zamykają. Jakby winda przestała być windą i stała się pustą wnęka w ścianie. Kiedy wychodzę, znika nawet ta wnęka. Przed sobą mam obcy korytarz. Szukam jakichś punktów zaczepienia i znajduję schody. Schody zawsze dokądś prowadzą. Wystarczy iść. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Niżej jest biblioteka. W środku kręci się mnóstwo osób. Nie zwracają na mnie uwagi. Porozkładani na podłodze i stojący wokół biurka, przy którym siedzi starszy facet i o czymś opowiada. Ma rudą brodę i mówi bardzo szybko. Za szybko, żebym cokolwiek zrozumiał. Z tyłu są półki z książkami, mnóstwo półek z mnóstwem książek. Przepycham się do wyjścia. Rozsuwam ludzi i sterty książek. Przed oczami przesuwają mi się rzędy liter i słów. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zatrzymuję się na półpiętrze i uspokajam oddech. Już prawie się nie boję. Niżej jest sala kinowa. Ciemna i spokojna. Rzędy krzesełek wypełniają olbrzymią przestrzeń, ale wszystkie są puste. Zajmuję swoje miejsce i czekam. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Kobieta przypomina mi matkę. Nic nie mówi, tylko przyciska moją głowę do piersi. Przez chwilę jest mi dobrze. Czuję się, jakbym w niej był. Jakby wszystko rozgrywało się w matce. Wszystkie ucieczki były tylko wycieczkami, a każde nowe wyjście powrotem do początku. Najdłuższy cień na jej powiece to ślad moich wędrówek. Teraz widzę je wszystkie. Przyznaję się do każdej i żadnej nie jest mi żal. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Mijam poziomy. Schodzę po schodach, a każdy schodek przybliża mnie do celu. Gdzieś tam jest moje miejsce. Czuję to. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wychodzę z windy. W ostatniej chwili zaczepiam jeszcze kobietę, ale tylko się uśmiecha. Zostaję sam. Wychodzę na dach. Dookoła roztacza się miasto, które od razu poznaję. Czuję ulgę. Przyglądam się rzędom budynków w dole i każdy z nich wydaje mi się znajomy. Z każdym łączy mnie jakaś historia. Przypominam je sobie teraz. Przypominam wszystkie.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/847585104046522682-1621826721781081356?l=piotrbinkowski.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://piotrbinkowski.blogspot.com/feeds/1621826721781081356/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=847585104046522682&amp;postID=1621826721781081356&amp;isPopup=true' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/847585104046522682/posts/default/1621826721781081356'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/847585104046522682/posts/default/1621826721781081356'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://piotrbinkowski.blogspot.com/2010/02/poziomy.html' title='poziomy'/><author><name>piotr binkowski</name><uri>http://www.blogger.com/profile/05039684214729192384</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/_Yd-tMIpH2BQ/TGAWDvaglXI/AAAAAAAAADQ/v35bR0A0vCY/S220/pb.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-847585104046522682.post-4931758178182383707</id><published>2010-02-18T00:25:00.001+01:00</published><updated>2010-02-18T00:25:44.206+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='wiersze'/><title type='text'>credo</title><content type='html'>dwa lata po uzależnieniu nic mnie już nie bierze&lt;br /&gt;nie wiem co przeze mnie przemawia&lt;br /&gt;gdzie przebiega różnica między ziemią i niebem&lt;br /&gt;rzeczami które widać i które można sobie wyobrazić&lt;br /&gt;liczą się tylko drobne wyskoki w okolicę&lt;br /&gt;małe poszukiwania tła &lt;br /&gt;na którym będę wyglądał nie gorzej niż wczoraj&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;niebo kruszy się od deszczu i trzęsą się chmury&lt;br /&gt;ogólnie zimno właśnie taką mamy porę&lt;br /&gt;patrzę tam i nic nie widzę&lt;br /&gt;ale powiedz tylko słowo a rozłożę cię na litery&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/847585104046522682-4931758178182383707?l=piotrbinkowski.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://piotrbinkowski.blogspot.com/feeds/4931758178182383707/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=847585104046522682&amp;postID=4931758178182383707&amp;isPopup=true' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/847585104046522682/posts/default/4931758178182383707'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/847585104046522682/posts/default/4931758178182383707'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://piotrbinkowski.blogspot.com/2010/02/credo.html' title='credo'/><author><name>piotr binkowski</name><uri>http://www.blogger.com/profile/05039684214729192384</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/_Yd-tMIpH2BQ/TGAWDvaglXI/AAAAAAAAADQ/v35bR0A0vCY/S220/pb.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-847585104046522682.post-8756419599956218078</id><published>2010-01-14T03:39:00.001+01:00</published><updated>2010-01-14T03:41:21.000+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='scenki'/><title type='text'>567890876</title><content type='html'>Mężczyzna jest siwy. Garbi się. Ma pomarszczoną skórę i chude ramiona. W jego małym pomieszczeniu jest miejsce na fotel, od którego sieć przewodów biegnie w stronę ścian, oraz pulpit z ekranem. Na ekranie widać jedynie cyfry. Pulpit to klawiatura z mnóstwem przycisków. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Cyfry wciąż się zmieniają. Ich długie rzędy przelewają się przez monitor. Mięśnie twarzy mężczyzny napinają się w cichym podnieceniu. Małe oczy przeskakują z cyfry na cyfrę. Mózg mężczyzny łączy je w liczby. Z liczb buduje słowa i zdania. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W środku odgrywa się wielka gra. Gra na śmierć i życie. O wszystko. Mężczyzna podnosi prawą rękę i z namysłem wciska kilka klawiszy. W odpowiedzi ekran wypluwa rząd cyfr. Mężczyzna podnosi lewą dłoń i przyciska kolejne. Pod bladą skórą drgają miliony żyłek. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dwadzieścia kilometrów wyżej dwa nagie ciała łączą się w zwierzęcym uścisku.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/847585104046522682-8756419599956218078?l=piotrbinkowski.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://piotrbinkowski.blogspot.com/feeds/8756419599956218078/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=847585104046522682&amp;postID=8756419599956218078&amp;isPopup=true' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/847585104046522682/posts/default/8756419599956218078'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/847585104046522682/posts/default/8756419599956218078'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://piotrbinkowski.blogspot.com/2010/01/567890876.html' title='567890876'/><author><name>piotr binkowski</name><uri>http://www.blogger.com/profile/05039684214729192384</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/_Yd-tMIpH2BQ/TGAWDvaglXI/AAAAAAAAADQ/v35bR0A0vCY/S220/pb.jpg'/></author><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-847585104046522682.post-1758981122746893444</id><published>2010-01-13T08:06:00.002+01:00</published><updated>2010-01-13T08:06:54.962+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='fragmenty'/><title type='text'>ojca nie ma</title><content type='html'>Kiedyś napisałem, że ojciec to dobry temat. Dzisiaj wiem już, że są lepsze. Bardziej nośne. Takie, które każdy zrozumie. Które mogą łączyć ludzi. Na przykład miłość. Przyjaźń. Pokój na świecie. Albo nawet wojna. Ojciec nie łączy ludzi, ale wciąż we mnie siedzi. Wciąż nie daje mi spokoju. Czasami idąc, czuję, że za chwilę wyłoni się zza rogu i zacznie mówić, a ja nie będę wiedział, co odpowiedzieć. Potem próbuję sobie przypomnieć jego twarz.&lt;br /&gt;Potem pojawia się w jakimś śnie i choć wiem, że to tylko fikcja, widzę go wyraźnie. Jakby był. Wystarczy, że wychodzę z pokoju i jest. Między łazienką i kuchnią. Sam środek korytarza. Centrum mieszkania. Miejsce, którego nie sposób uniknąć. &lt;br /&gt;Stał na środku. Musiałem przysunąć się do ściany, żeby przejść. &lt;br /&gt;- Cześć – powiedziałem.&lt;br /&gt;Kiedy się odwróciłem, ojciec wypełniał już cały korytarz. Stał, jakby się nad czymś zamyślił.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nie słyszałem, kiedy wszedł. Drzwi musiała otworzyć matka. Nie było o czym mówić. Po prostu pojawiał się, a potem znikał. Tak było mu najwygodniej. Nie przeszkadzało im to. Potrafili się ignorować. Mogli ze sobą rozmawiać i jednocześnie siebie nie widzieć. Nie uznawać się. Ja dopiero zaczynałem się tego uczyć. Poznawałem zasady. Swoje miejsce. Zbyt młody, żeby je rozumieć. Z każdym dniem nienawidzili się coraz bardziej. Przestali wierzyć w to, że zajmują jakąś wspólną przestrzeń. &lt;br /&gt;Szczególnie matka. Kiedy był, zachowywała się tak, jakby go nie było. Kiedy go nie było, w ogóle nie istniał. &lt;br /&gt;Kiedy wyszedłem z łazienki, podszedł bliżej. Cofnąłem się. Musiałem skulić się jak pies i przywrzeć do podłogi, żeby go minąć. Pod palcami czułem dywan. Twarz ojca znikała gdzieś pod sufitem. Świeciła zamiast lampy. Mocno. Musiałem przymykać oczy.&lt;br /&gt;Wróciłem do pokoju. Zamknąłem drzwi, ale już tu był. Położyłem się. Wziąłem jakąś książkę. Usiadł przy biurku i popatrzył na mnie.&lt;br /&gt;- No co?&lt;br /&gt;Próbowałem czytać, ale widziałem go między słowami. Wystawał. Wracał jak niespłukane do końca gówno. Litery zlewały się w jego imię. W imię ojca. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Potem weszła matka. Zapukała cicho, jakby od razu chciała mnie przeprosić, że w ogóle to robi. Otworzyła drzwi. Zapytała, czy chcę coś zjeść. Odmówiłem. Jadłem przed chwilą. Nie byłem głodny. Nie miałem ochoty. Poza tym był przecież ojciec. Siedział i patrzył na mnie. &lt;br /&gt;Zdjąłem ubranie. Rozebrałem się przed nim. Na oczach ojca zdejmowałem ciuchy jak kolejne warstwy. Zgasiłem światło. Położyłem się i próbowałem zasnąć, wmawiając sobie, że ojca nie ma. Miałem nadzieję, że jutro już go nie będzie. I rzeczywiście znikał. Patrzyłem na niego oczami matki i rozpływał się. Malał. Przestawał mieć jakiekolwiek znaczenie. Ale wystarczyła chwila nieuwagi i wszystko zaczynało się od początku. Gdzieś się pojawiał i po chwili wypełniał już wszystko.&lt;br /&gt;Ona pozbyła się go wcześniej. Ja przez chwilę nic nie rozumiałem, a potem już go nie było. Miałem ileś tam lat. Nawet nie wiem. &lt;br /&gt;Nigdy o nic nie pytałem. Nigdy nie zastanawiałem się, dlaczego się rozwiedli. Po prostu przestali ze sobą być. &lt;br /&gt;Nie wiem, czy odzywał się do niej. Do mnie dzwonił, kiedy byłem na studiach. Pisał, kiedy szukałem pracy. Przypominał się, kiedy miałem dziewczynę. Gratulował, kiedy brałem ślub. Wciąż wyprzedzał mnie o kilka kroków i był tam, gdzie ja chciałem pójść. Otwierał wszystkie drogi. Próbował rozmawiać. Wysyłał kartki. Życzenia. Do samego końca bawiło mnie jego zaangażowanie.&lt;br /&gt;Teraz wciąż wraca. Pojawia się w jakimś przejściu albo pomieszczeniu. Już się nie odzywa. Nie mówi nic. Jakby wystarczyło mu to, że jest. Że czuję na sobie jego spojrzenie. Mogę do niego mówić, ale i tak wiem, że nie odpowie. Siada gdzieś obok. Przygląda mi się. Czasami mam wrażenie, że jest pusty w środku. Że zostało mu tylko to spojrzenie. Czasami żałuję. Wszystko mogło przecież potoczyć się inaczej. Nie ważne jak, po prostu inaczej.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/847585104046522682-1758981122746893444?l=piotrbinkowski.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://piotrbinkowski.blogspot.com/feeds/1758981122746893444/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=847585104046522682&amp;postID=1758981122746893444&amp;isPopup=true' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/847585104046522682/posts/default/1758981122746893444'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/847585104046522682/posts/default/1758981122746893444'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://piotrbinkowski.blogspot.com/2010/01/ojca-nie-ma.html' title='ojca nie ma'/><author><name>piotr binkowski</name><uri>http://www.blogger.com/profile/05039684214729192384</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/_Yd-tMIpH2BQ/TGAWDvaglXI/AAAAAAAAADQ/v35bR0A0vCY/S220/pb.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-847585104046522682.post-2609718971538677983</id><published>2010-01-11T16:48:00.002+01:00</published><updated>2010-01-14T04:28:08.868+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='wiersze'/><title type='text'>dojrzałość</title><content type='html'>od kilku miesięcy usiłuję pokonać moralność i udawać zwierzę&lt;br /&gt;zarabiać dbać o wnętrza ciepłych kobiet odprawiać rytuały&lt;br /&gt;mieć w życiu pełno szczęścia żyć za dwóch pić jeść&lt;br /&gt;na prawo i lewo rzygać pieniędzmi&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;jest mnie pełno sam też mam siebie dość&lt;br /&gt;analizuję dwoję się troję kontakty i pomnażam zyski&lt;br /&gt;dzwonię pod właściwe numery jestem ogarnięty&lt;br /&gt;i przerażająco tkwię w rzeczywistości&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;szybko się uczę nawet jeśli się nie wysypiam i mam wory pod oczami&lt;br /&gt;nadrabiam przebojowością i kreatywnością&lt;br /&gt;naprawdę nie ma chwili w której bym o czymś nie myślał&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;nie muszę pamiętać imion bo i tak wszyscy &lt;br /&gt;rozmawiamy o tym samym wystarczy się powtarzać&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;w życiu prywatnym i zawodowym niezależnie od wartości&lt;br /&gt;bez problemu przeskakuję z netto na brutto i odwrotnie&lt;br /&gt;za każdym razem kiedy zaczynam trzeźwieć&lt;br /&gt;ból się nasila&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/847585104046522682-2609718971538677983?l=piotrbinkowski.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://piotrbinkowski.blogspot.com/feeds/2609718971538677983/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=847585104046522682&amp;postID=2609718971538677983&amp;isPopup=true' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/847585104046522682/posts/default/2609718971538677983'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/847585104046522682/posts/default/2609718971538677983'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://piotrbinkowski.blogspot.com/2010/01/dojrzaosc.html' title='dojrzałość'/><author><name>piotr binkowski</name><uri>http://www.blogger.com/profile/05039684214729192384</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/_Yd-tMIpH2BQ/TGAWDvaglXI/AAAAAAAAADQ/v35bR0A0vCY/S220/pb.jpg'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-847585104046522682.post-3231992294436696123</id><published>2009-12-17T18:41:00.000+01:00</published><updated>2009-12-17T18:41:33.383+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='fragmenty'/><title type='text'>motywatory</title><content type='html'>1. Opłaca mi się chcieć?&lt;br /&gt;2. Czy warto zastanawiać się, planować i układać rozwiązania spraw, które tak naprawdę gówno mnie obchodzą? Umartwiać się? Samemu sobie szkodzić? Siebie samego ryzykować?&lt;br /&gt;3. Czy opłaca mi się chcieć uwierzyć w to, że nie jestem tu, a będę?&lt;br /&gt;4. Jak dobrej szukać pracy? Na ile się przykładać? Jaką sumą na koncie zadowolić się na dłużej niż miesiąc? Na co zbierać pieniądze? Po co zbierać pieniądze? Ile cali powinien mieć mój telewizor?&lt;br /&gt;5. Mieć poglądy czy raczej wierzyć emocjom? Jak nazywać to, co myślę i jak myśleć o tym, czego jeszcze nie zdążyłem nazwać? W co wierzyć i komu?&lt;br /&gt;6. Co myśleć o kobietach, które muszą wkładać sobie pięść do waginy lub odbytu, żeby osiągnąć orgazm? Czy ma być mi głupio, kiedy przyznaję się, że oglądam filmy porno? Kiedy się masturbuję?&lt;br /&gt;7. Jakie żarty mogę już opowiadać rodzinie? Jakie święta obchodzić z pasją? Wódkę pić z kieliszków czy w drinkach? Przy kim się upijać? Z czego już wyrosnąć na zawsze?&lt;br /&gt;8. Co myśleć o premierze? Szanować prezydenta? Dbać o demokrację? Czego nie tolerować? Co myśleć o wojnie w Iraku i jakie mieć zdanie o udziale naszych wojsk, ich wojsk i wszystkich pozostałych wojsk biorących udział w tym konflikcie? Co ze służbą zdrowia?&lt;br /&gt;9. O czym pisać i jakich słów unikać? Czy przejmować się tym, co pomyśli ciocia, kiedy przeczyta, skoro nie dla cioci piszę? Jak udowodnić, że coś jest dla mnie ważne nawet, jeśli nie mam z tego pieniędzy?&lt;br /&gt;10. Daj się polubić. Wzbudzaj zaufanie. Nazywaj wszystkich przyjaciółmi. Czcij ojca swego i żonę jego. Używaj ich imion lepiej niż własnego. Pochwalaj podobieństwa, brzydź się różnicami. W razie wątpliwości, dziel się nią ze snami. Korzystaj z faktów, unikaj opinii. Dbaj o wpływ kontaktów. Umawiaj się z nimi. Przychodź na spotkania, obdzwaniaj rodzinę. Szukaj możliwości, nie wnikaj w przyczynę. Miej cele przyziemne. Staraj się zarabiać, zbieraj na mieszkanie. Unikaj kredytów, nie wciągnij się w branie. Nie bierz się na serio, nie bierz nic do siebie. Sobie nie obiecuj, innych o nic nie wiń. Trzymaj wszystko krótko, jakbyś miał to stracić, nie chowaj pod kłódką, co przeszkadzać ma ci później. Nic już nie pożyczaj, i tak jesteś dłużny.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/847585104046522682-3231992294436696123?l=piotrbinkowski.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://piotrbinkowski.blogspot.com/feeds/3231992294436696123/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=847585104046522682&amp;postID=3231992294436696123&amp;isPopup=true' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/847585104046522682/posts/default/3231992294436696123'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/847585104046522682/posts/default/3231992294436696123'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://piotrbinkowski.blogspot.com/2009/12/motywatory.html' title='motywatory'/><author><name>piotr binkowski</name><uri>http://www.blogger.com/profile/05039684214729192384</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/_Yd-tMIpH2BQ/TGAWDvaglXI/AAAAAAAAADQ/v35bR0A0vCY/S220/pb.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-847585104046522682.post-7270974050485958712</id><published>2009-12-08T21:06:00.002+01:00</published><updated>2009-12-08T21:06:34.143+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='fragmenty'/><title type='text'>dezorientacja</title><content type='html'>Leżeć na plecach. Ręce przy ciele, głowa prosto. Oko na sufit.&lt;br /&gt;Uspokoić oddech. Opanować drżenie dłoni. Poczekać, aż pot wsiąknie w skórę. Oddalić pomruki samochodów i światła ulic. Minąć miasto. Pozbyć się domu, zapomnieć o rodzinie. Opuścić na wszystko powieki. Schować się pod językiem. Zapuścić się w jakiś cień.&lt;br /&gt;I jednocześnie wyobrazić sobie swobodne umieranie. Leżeć. Zaplątać nogi w prześcieradło. Głową wpadać w poduszkę, coraz bliżej czuć podłogę.&lt;br /&gt;Zaszyć się w kącie. Wleźć pod kamień. Liczyć przeskoki obrazu. Tolerować zakłócenia. Chodzące po ramieniu małe, czarne pająki.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/847585104046522682-7270974050485958712?l=piotrbinkowski.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://piotrbinkowski.blogspot.com/feeds/7270974050485958712/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=847585104046522682&amp;postID=7270974050485958712&amp;isPopup=true' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/847585104046522682/posts/default/7270974050485958712'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/847585104046522682/posts/default/7270974050485958712'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://piotrbinkowski.blogspot.com/2009/12/dezorientacja.html' title='dezorientacja'/><author><name>piotr binkowski</name><uri>http://www.blogger.com/profile/05039684214729192384</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/_Yd-tMIpH2BQ/TGAWDvaglXI/AAAAAAAAADQ/v35bR0A0vCY/S220/pb.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-847585104046522682.post-9056791844663500735</id><published>2009-12-08T20:58:00.002+01:00</published><updated>2009-12-08T20:58:40.680+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='fragmenty'/><title type='text'>wypisy</title><content type='html'>- Mógłbym ich wszystkich zabić. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Chcieć znaczy móc, móc znaczy zastanawiać się czy rzeczywiście warto. Czy wypada. Z różnych stron dobiegają głosy. Skrzypnięcia i piski obcasów i dzieci przechadzają się przez słowa, chrzęszczą przegryzane kawałki, szumią kolejne litry płynów, przelewają się zakamarki. Ludzie chodzą albo głośno stoją w miejscu. Z hukiem mylą się i zawracają. Szukają różnych nowych miejsc, przewracając po drodze różne stare rzeczy. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;- Mógłbym ich wszystkich zabić - powtarza sobie raz po raz. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ja słucham. Cały ten szum gryzie mnie bezustannie, a nie wiem, kiedy właściwie rzecz się zaczęła. Jestem tu. Jestem i inaczej się chyba nie da, bo chwytam te sygnały i wypełniam się nimi po gardło. I już wiem, dokąd pełzną wszystkie wydzieliny ciała, które mnie otacza. Oni wariują z nudów. Palcami drażnią ścięgna nagłym rwaniem, ścierają o siebie kostki kolan. Oczy puchną od kaszlu. To zdrowe, to dobre. Pięknie przecież żyją. Stają się, rosną im włosy. Każdy nabrzmiały kawałek ciała zna swój kierunek. Gwałci i zużywa się. Kilka pytań lubi się tu powtarzać, parę słów powietrze niesie szybciej. Miarowy stukot liter, tłuszcz między palcami, na języku. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;- Mógłbym ich wszystkich zabić – dziwi się po raz kolejny. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Piszę, bo to wszystko zdycha, a przecież jest boskie. Przecież jest czyste. Przecież przeciera rano mętne oczy i szuka. Węszy i rozkłada się. Stąd się bierze miłość. Kredą rozrysowano strzałki, żeby iść. Pozostawać w ruchu. Kołyszą się na boki, rząd za rzędem przechodzą mi przez strony.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/847585104046522682-9056791844663500735?l=piotrbinkowski.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://piotrbinkowski.blogspot.com/feeds/9056791844663500735/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=847585104046522682&amp;postID=9056791844663500735&amp;isPopup=true' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/847585104046522682/posts/default/9056791844663500735'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/847585104046522682/posts/default/9056791844663500735'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://piotrbinkowski.blogspot.com/2009/12/wypisy.html' title='wypisy'/><author><name>piotr binkowski</name><uri>http://www.blogger.com/profile/05039684214729192384</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/_Yd-tMIpH2BQ/TGAWDvaglXI/AAAAAAAAADQ/v35bR0A0vCY/S220/pb.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-847585104046522682.post-8552471930008835517</id><published>2009-12-02T22:23:00.000+01:00</published><updated>2009-12-02T22:23:11.020+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='fragmenty'/><title type='text'>wymówki</title><content type='html'>życie moje całe z ucieczek i powrotów&lt;br /&gt;z nudów z braku dobrego wychowania&lt;br /&gt;braku wykształcenia pracy&lt;br /&gt;i zainteresowań&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;nagle budzę się w nim jak w połowie snu&lt;br /&gt;pamiętam jeszcze co się zdarzyło&lt;br /&gt;potrafię przewidzieć kilka rzeczy&lt;br /&gt;w związku ze starością jeśli zechce przyjść&lt;br /&gt;ale na tu i teraz nie mam już pomysłu&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;dom mój jak zakład z ograniczoną wolnością&lt;br /&gt;słów myśli tego co zrobię i czego nie muszę wcale robić&lt;br /&gt;roztacza się dookoła przez telefon internet i znajomości&lt;br /&gt;szczególnie w okolicach świąt &lt;br /&gt;jego obecność wbija mnie w ziemię&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;idziemy do przodu&lt;br /&gt;zmienia się język&lt;br /&gt;i to co pod językiem&lt;br /&gt;nowe słowa zamieniamy słowami jeszcze nowszymi&lt;br /&gt;a na stare pytania znajdujemy świeże wymówki&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;chcesz pogadać  &lt;br /&gt;ale nie mam do tego głowy&lt;br /&gt;za blisko jak dla mnie&lt;br /&gt;zbyt mało czasu żeby się zastanowić&lt;br /&gt;co muszę chcę powinienem&lt;br /&gt;powiedzieć i po co&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/847585104046522682-8552471930008835517?l=piotrbinkowski.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://piotrbinkowski.blogspot.com/feeds/8552471930008835517/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=847585104046522682&amp;postID=8552471930008835517&amp;isPopup=true' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/847585104046522682/posts/default/8552471930008835517'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/847585104046522682/posts/default/8552471930008835517'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://piotrbinkowski.blogspot.com/2009/12/wymowki.html' title='wymówki'/><author><name>piotr binkowski</name><uri>http://www.blogger.com/profile/05039684214729192384</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/_Yd-tMIpH2BQ/TGAWDvaglXI/AAAAAAAAADQ/v35bR0A0vCY/S220/pb.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-847585104046522682.post-2516355785332618968</id><published>2009-11-24T21:41:00.001+01:00</published><updated>2009-11-27T11:56:26.328+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='proza'/><title type='text'>frustracja</title><content type='html'>frustracja&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Chciałem tego, więc dałaś imionom rzeczy i wszystko zaczęło się zmieniać. Wprowadzać w zaskoczenie lub obłęd, w którym niczego nie umiem być już pewny. Oddaję ci się na wszystkie sposoby, traktując jak substancję, od której chciałbym się uzależnić i uzależniam się jak planowałem. Wszystkim skutkom ubocznym pozwalam się teraz prowadzić.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Myśląc o wolności jak o możliwości robienia wszystkiego, czego nam się akurat nie chce, siedziałem i gapiłem się w okno. Czas mijał. Kot spał, ale mógł też obserwować każdy mój ruch, dlatego starałem się je tłumić. Zasnąłbym zupełnie, gdyby nie świadomość tego, że dzień dopiero się zaczął. To pobudziło mnie do działania.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wolno i ostrożnie wyjąłem z kieszeni ogryzek po jabłku i rzuciłem kotu za plecy. Błysk oczu i z sykiem skoczył w jego stronę. Wybiegłem z mieszkania. Mijałem schody, przeskakując czasami po dwa, po cztery. Niemal unosiłem się nad schodami piętro po piętrze, aż dopadłem do wyjścia z klatki. Światła samochodów i sklepów oślepiły mnie i usłyszałem wycie syren w oddali. Zacząłem biec, aż zrobiło się ciemniej. Uspokajam się, a wspomnienie o tobie dodaje mi odwagi. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Niełatwo obrać kierunek w warunkach niewłaściwych jak moje, więc poszedłem przed siebie, przypominając sobie minuta po minucie przeszłość. Popołudnie, w którym snujesz się jak intryga. Ja zdezorientowany w środku, a całe mieszkanie robi się okrągłe. Chodzisz dookoła i zbierasz swoje rzeczy. Robisz to tak, żebym patrzył. Przypominam sobie więcej. Mniej więcej wczoraj skończyliśmy się pod kołdrą. O kolejny raz za dużo. Pamiętasz. Teraz jest dzisiaj i już nas nie ma. Nagle, w szóstej minucie rozmowy, okazuje się, że nie żałujesz niczego i gotowa jesteś zniknąć o najmniej spodziewanej porze. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Trwało to dłużej niż wywróżyłaby mi najlepsza z koleżanek na ten tydzień. Najpierw poszłaś do pracy i nie było cię tylko chwilami. Wciąż spędzaliśmy ze sobą długie popołudnia, zajmując się czymkolwiek. Jedząc, pijąc i rozmawiając. Czasem było nam aż głupio. Rozmowa się rwała. Potem w okolicach zimy przestałaś nagle wracać z pracy. Zostałem sam z kotem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Chwilami było tak pięknie, że aż trudno to sobie zapamiętać. Zresztą po co w ogóle pamiętać. Brałem cię jak kochankę i posiadałem jak żonę. Najważniejsze były te rzeczy, o których nie musieliśmy rozmawiać. Nie sprzeciwiała nam się nawet pogoda. Rozumieliśmy się bez słów. Bez słów cieszyliśmy się sobą. Lubiłem obserwować, jak się na ciebie gapią. Jak się oblizują i mechanicznie głaszczą uda swoich kobiet. Kiedy wchodziłaś, oczy pękały im ze zdziwienia, a ja miałem cię do wyrzygania. W twoje brudne gierki lubiłem grać najbardziej. W twoich delikatnych dłoniach rzadziej myślałem o śmierci i wszystkich mniej ostatecznych sprawach. W ciche dni twój święty spokój nie wyprowadzał mnie z równowagi. Nawet przez moment nie wyobraziłem sobie żadnego aktu agresji. Przez myśl mi nie przeszło, że maszyny wariują w takich warunkach, powoli podnosząc ciśnienie. Wszystko widziałem. W chwilach krótkich jak błysk oka sama pękałaś jak żarówka i rzucałaś najgorsze zaklęcia na całe nasze życie. Do dziś nie wiem, od jakiego słowa się to zaczęło.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ale zaczęło się. Nagle okazało się, że po drugiej stronie pępka zmieściło się życie. Od razu zrozumiałem, dlaczego tam będzie mu najlepiej. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nawet z siebie tylko się śmiałem. Trząsłem się ze śmiechu, jakbym w każdej chwili, na zawołanie, mógł wyjść z ciała. Jakbym umiał nie przejmować się niczym albo niczym nie umiał się już przejmować. Z czasem ostre kształty miało jedynie to, co sam wymyśliłem albo wyobraziłem sobie z nudów lub na inny użytek. Z dnia na dzień traciłem świadomość. Wyrzucałem się za próg. Zapominałem o sobie. Powietrze niosło wizje, w których biegłem przez miasto i przykładałem czoło do wszystkich klamek w okolicy, czując tylko twoje kroki na klatce. Wyobrażałem sobie, że ostatnie sekundy, zanim wejdziesz mi do głowy na stałe, jak czekanie na wystrzał, będą najtrudniejsze. Nie musisz pukać. Otwieram się zaraz za drzwiami. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Stoję na ciemnym placu  i ze strachu rozsypuję się na litery. Myśli atakują mnie ze wszystkich stron i nie wiem, której się powierzyć. Resztka twojego zdjęcia puszcza we mnie muzykę i jestem już, jakbym był w transie i nie musiał spowiadać się z żadnego nawyku. Po prostu biegnę, z nikim się nie ścigam, a i tak wydaje mi się, że z miejsca wyprzedzam wszystkich. Każdemu umiem uciec. Mogę się wszędzie schować. O wszystkim zapomnieć. Udaję, że jesteśmy razem, wierząc, że będziemy, tylko wymaga to straty odrobiny czasu. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W którymś zaułku bóg puszcza mi oko, ale nic nie mówi. Nie jest w stanie sprzedać mi żadnej dawki informacji. Nic o tobie nie wie. Nigdy cię nie widział. Głaszcze tylko dłoń, jakby trzymał w niej obietnicę wielu kobiet na raz i znika. Ja znikam zaraz za nim, ale w inną stronę, przypominając sobie, jak doskonale mieściliśmy się w zakrętach pościeli i jaką przyszłość sobie wróżyliśmy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Starzeję się po każdej prostej i zaczyna mi brakować miasta. W tobie też wiele musiało się zmienić. Szukam cię i znajduję, chowam po kieszeniach, zbieram bilety po wszystkich podróżach i część z nich staram się zapamiętać. Biorę na siebie mnóstwo innych rzeczy. Planuję, wyznaczam, robię wykresy. Spotykam się z ludźmi. Wszystko zapisuję. Zapamiętuję twarze, zapominam imiona. Stare rzeczy upycham po szufladach, wypełniam nimi kolejne mieszkania. Spotykam się z rodziną. Ludzie mają mnie dość, resztę zostawiam dla ciebie.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/847585104046522682-2516355785332618968?l=piotrbinkowski.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://piotrbinkowski.blogspot.com/feeds/2516355785332618968/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=847585104046522682&amp;postID=2516355785332618968&amp;isPopup=true' title='Komentarze (3)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/847585104046522682/posts/default/2516355785332618968'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/847585104046522682/posts/default/2516355785332618968'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://piotrbinkowski.blogspot.com/2009/11/frustracja.html' title='frustracja'/><author><name>piotr binkowski</name><uri>http://www.blogger.com/profile/05039684214729192384</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/_Yd-tMIpH2BQ/TGAWDvaglXI/AAAAAAAAADQ/v35bR0A0vCY/S220/pb.jpg'/></author><thr:total>3</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-847585104046522682.post-8886007960242592786</id><published>2009-10-21T01:25:00.000+02:00</published><updated>2009-10-21T01:26:49.975+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='wiersze'/><title type='text'>szum</title><content type='html'>jest tak pięknie że nie ma sensu &lt;br /&gt;rozmieniać powietrza na fotografie&lt;br /&gt;jeśli w przyszłości tylko one będą nam coś przypominać&lt;br /&gt;po co w ogóle pamiętać&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;trzeciej nocy biorę cię za kochankę&lt;br /&gt;nie sprzeciwia nam się nawet pogoda&lt;br /&gt;słońce świeci już od rana&lt;br /&gt;morze cichnie słychać ledwie szum&lt;br /&gt;pozostaje tylko przełamać strach &lt;br /&gt;przed pierwszym słowem&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/847585104046522682-8886007960242592786?l=piotrbinkowski.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://piotrbinkowski.blogspot.com/feeds/8886007960242592786/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=847585104046522682&amp;postID=8886007960242592786&amp;isPopup=true' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/847585104046522682/posts/default/8886007960242592786'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/847585104046522682/posts/default/8886007960242592786'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://piotrbinkowski.blogspot.com/2009/10/szum.html' title='szum'/><author><name>piotr binkowski</name><uri>http://www.blogger.com/profile/05039684214729192384</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/_Yd-tMIpH2BQ/TGAWDvaglXI/AAAAAAAAADQ/v35bR0A0vCY/S220/pb.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-847585104046522682.post-2400382299077935307</id><published>2009-10-19T21:14:00.000+02:00</published><updated>2009-10-19T21:15:28.465+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='scenki'/><title type='text'>Wysłał pan do nas cv? Proszę tego więcej nie robić.</title><content type='html'>Telefon już nie straszy - telefon milczy. Jest, a jakby go nie było. To takie przygnębiające. Kiedy wpatruję się w komórkę, komórka od razu odwraca wzrok. Sięgam po piwo, żeby nam w cierpieniu ulżyć. Nakręcam budzik. Czuję, jak sprężyna zaciska się coraz mocniej. Z miejsca robię się senny. Czuję, jak moją twarz ogarnia strumień ciepła. Mięśnie twarzy rozluźniają się. Jestem zrelaksowany. To samo dzieje się z całym ciałem, pokojem i planami na przyszłość. Roztapiamy się. Miękniemy. Już nas nie ma.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;  &lt;br /&gt;Pełen rozkwit słońca, wybuch lata, ogień i pył. Wiatr usypuje z piasku cuda. Jestem jak ołów, z którego robi się kule. To miękki materiał. Uderzając o ciało, odkształca się. Ciało wije się w pościeli, brudzi pościel krwią. Potem krew wysycha, ciało stygnie, ktoś wyrzuca pościel i grzebią wszystko w ziemi. Nie mogę już ruszyć ręką, moje nogi drętwieją. Zamieniam się w formę, z której można w każdej chwili uciec. &lt;br /&gt;Wyobrażam sobie, że umieram. Dzień zaczyna się wysoko na niebie. Wszystkie drzewa jaśnieją i rosną w oczach. Po suficie przesuwają się pasy żółtego światła. Powieki są ciężkie. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wtapiam się w pościel. Wchodzę między drzewa. Przesuwam dłonie po pniach. Uginają się jak na wietrze. Słyszę, że niedaleko szumi morze. Fale rozbijają się o piasek. W powietrzu czuć jod i żywicę. Zza okna dochodzą pomruki samochodów. Pod stopami mięknie mech. Rozsuwam drzewa i wychodzę na plażę. Piasek jest już gorący, w górze pojawiają się mewy. Fale zatrzymują się coraz dalej. Kolejna zabiera mnie ze sobą. Woda jest ciepła i sięga mi do kolan. Schodzę niżej jak po schodach. Każdy krok zanurza mnie głębiej. Woda sięga mi do oczu. Patrzę tuż nad powierzchnią. Jestem na środku oceanu. Niebo jest czyste, woda odbija światło. Schodzę po schodach. Na dnie puszczam poręcz. Idę, po paru krokach już płynę. Wysoko w górze światło się kończy. Tu jest ciemniej. Przed oczami przesuwają się kształty. Masywne ciała ryb są przyjazne. Nie przeszkadza im, że tu jestem. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wystarczy, że poruszę ręką, a piasek i kamyki odbijają się od dna i formują w budynki podwodnego miasta z okrągłymi okienkami, latarniami na rogach i bladymi ścianami. Usypują się kominy, wieżyczki i werandy. Targ wypełnia się gwarem rozmów, kolorowe owoce unoszą się w wodzie. Wybieram owoc najokazalszy. Jest bardzo słodki i soczysty. Ciepło rozchodzi się po całym ciele. Robię się senny, więc dostrzegam łóżko. Siedzi przy nim młoda dziewczyna, gładzi mnie po dłoni, żebym przyjemnie zasnął. Patrzę na jej uśmiech, obserwuję otaczające mnie miasto, woda kłębi się i odbija światło od ścian, zanurzam się w puchowej kołdrze, między budynkami przepływają drobinki piasku, jest mi dobrze, ale nie umiem zasnąć.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/847585104046522682-2400382299077935307?l=piotrbinkowski.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://piotrbinkowski.blogspot.com/feeds/2400382299077935307/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=847585104046522682&amp;postID=2400382299077935307&amp;isPopup=true' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/847585104046522682/posts/default/2400382299077935307'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/847585104046522682/posts/default/2400382299077935307'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://piotrbinkowski.blogspot.com/2009/10/wysa-pan-do-nas-cv-prosze-tego-wiecej.html' title='Wysłał pan do nas cv? Proszę tego więcej nie robić.'/><author><name>piotr binkowski</name><uri>http://www.blogger.com/profile/05039684214729192384</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/_Yd-tMIpH2BQ/TGAWDvaglXI/AAAAAAAAADQ/v35bR0A0vCY/S220/pb.jpg'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-847585104046522682.post-4637951512417731994</id><published>2009-10-06T23:05:00.000+02:00</published><updated>2009-10-06T23:06:42.032+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='wiersze'/><title type='text'>zejście</title><content type='html'>co z tego że kiedy wchodziłaś&lt;br /&gt;oczy pękały ludziom ze zdziwienia&lt;br /&gt;skoro do wyrzygania cię miałem&lt;br /&gt;i bez trudu wygrałem wszystkie twoje gierki&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;nigdy nie poznam cię lepiej niż teraz&lt;br /&gt;masz za delikatne dłonie &lt;br /&gt;żeby wyprowadzić mnie z równowagi&lt;br /&gt;albo za rzadko myślisz o śmierci&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/847585104046522682-4637951512417731994?l=piotrbinkowski.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://piotrbinkowski.blogspot.com/feeds/4637951512417731994/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=847585104046522682&amp;postID=4637951512417731994&amp;isPopup=true' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/847585104046522682/posts/default/4637951512417731994'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/847585104046522682/posts/default/4637951512417731994'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://piotrbinkowski.blogspot.com/2009/10/zejscie.html' title='zejście'/><author><name>piotr binkowski</name><uri>http://www.blogger.com/profile/05039684214729192384</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/_Yd-tMIpH2BQ/TGAWDvaglXI/AAAAAAAAADQ/v35bR0A0vCY/S220/pb.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-847585104046522682.post-9025618976550854202</id><published>2009-10-03T14:23:00.000+02:00</published><updated>2009-10-03T14:27:30.419+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='wiersze'/><title type='text'>ciche dni</title><content type='html'>twój święty spokój&lt;br /&gt;wyprowadza mnie z równowagi&lt;br /&gt;tłukę w myślach wszystkie szkła w domu&lt;br /&gt;maszyny wariują w takich warunkach&lt;br /&gt;powoli podnoszę ciśnienie&lt;br /&gt;i dociskam powietrze do ścian&lt;br /&gt;w chwilach krótkich jak błysk oka&lt;br /&gt;zyskuję pewność pękłabyś jak żarówka &lt;br /&gt;gdybym tylko wiedział&lt;br /&gt;od jakiego słowa&lt;br /&gt;zaczyna się to zaklęcie&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/847585104046522682-9025618976550854202?l=piotrbinkowski.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://piotrbinkowski.blogspot.com/feeds/9025618976550854202/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=847585104046522682&amp;postID=9025618976550854202&amp;isPopup=true' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/847585104046522682/posts/default/9025618976550854202'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/847585104046522682/posts/default/9025618976550854202'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://piotrbinkowski.blogspot.com/2009/10/ciche-dni.html' title='ciche dni'/><author><name>piotr binkowski</name><uri>http://www.blogger.com/profile/05039684214729192384</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/_Yd-tMIpH2BQ/TGAWDvaglXI/AAAAAAAAADQ/v35bR0A0vCY/S220/pb.jpg'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-847585104046522682.post-3380126781180227728</id><published>2009-09-19T23:00:00.001+02:00</published><updated>2009-09-19T23:00:32.994+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='wiersze'/><title type='text'>impuls</title><content type='html'>we mnie&lt;br /&gt;jest tylko kilku ludzi&lt;br /&gt;znają różnicę między spowiedzią i hipnozą&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;kiedy zakreślasz szminką&lt;br /&gt;właściwe wyjście z sytuacji&lt;br /&gt;wszyscy wskakujemy ci w usta&lt;br /&gt;puszczasz się jak oczko&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;potem lekko zasypiacie&lt;br /&gt;a ja rozsypuję się na litery&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/847585104046522682-3380126781180227728?l=piotrbinkowski.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://piotrbinkowski.blogspot.com/feeds/3380126781180227728/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=847585104046522682&amp;postID=3380126781180227728&amp;isPopup=true' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/847585104046522682/posts/default/3380126781180227728'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/847585104046522682/posts/default/3380126781180227728'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://piotrbinkowski.blogspot.com/2009/09/impuls.html' title='impuls'/><author><name>piotr binkowski</name><uri>http://www.blogger.com/profile/05039684214729192384</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/_Yd-tMIpH2BQ/TGAWDvaglXI/AAAAAAAAADQ/v35bR0A0vCY/S220/pb.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-847585104046522682.post-6020808628313085173</id><published>2009-09-14T19:35:00.002+02:00</published><updated>2010-01-27T05:00:45.217+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='wiersze'/><title type='text'>wyścig</title><content type='html'>guzik po guziku &lt;br /&gt;rozpinam cię &lt;br /&gt;mijam ich &lt;br /&gt;wyprzedzam wszystkich  &lt;br /&gt;z którymi byłaś &lt;br /&gt;z którymi będziesz &lt;br /&gt;i o których pomyślisz &lt;br /&gt;zobacz &lt;br /&gt;jak doskonale mieścimy się w zakrętach pościeli&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/847585104046522682-6020808628313085173?l=piotrbinkowski.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://piotrbinkowski.blogspot.com/feeds/6020808628313085173/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=847585104046522682&amp;postID=6020808628313085173&amp;isPopup=true' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/847585104046522682/posts/default/6020808628313085173'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/847585104046522682/posts/default/6020808628313085173'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://piotrbinkowski.blogspot.com/2009/09/wyscig.html' title='wyścig'/><author><name>piotr binkowski</name><uri>http://www.blogger.com/profile/05039684214729192384</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/_Yd-tMIpH2BQ/TGAWDvaglXI/AAAAAAAAADQ/v35bR0A0vCY/S220/pb.jpg'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-847585104046522682.post-2364011019870321320</id><published>2009-08-06T02:11:00.004+02:00</published><updated>2009-08-08T15:16:53.001+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='scenki'/><title type='text'>noc komety</title><content type='html'>Chłopiec odsłonił gałązkę i palcem wskazał bratu mały, świecący punkcik na niebie. Podobnie jak jego braciszek, on także miał równo przycięte, jasne, proste włosy, rozdzielone na środku idealnym przedziałkiem. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;- Mamo, mamo! Kometa! – krzyknął cicho, jakby nie chciał jej zbudzić.&lt;br /&gt;- Hax, nie teraz, synku. Widzisz, że mamusia odpoczywa. Zresztą pokazywałeś mi ostatnią, to już mamy nie męcz.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Chłopcy zamilkli. Wciąż stali pośród młodych drzewek, wpatrując się w świetlisty punkt. Ich rozłożona na leżaku matka nawet nie podniosła głowy, jeszcze tylko mruknęła coś sennym głosem i kompletnie zignorowała malców. Kilka metrów obok, na napędzanym przez cząstki antymaterii grillu, prażyły się dorodne befsztyki. Były już gotowe, ale konstrukcja modelu gwarantowała utrzymywanie ich w takim stanie jeszcze przez najbliższe cztery godziny. Z kabiny toaletowej wyszedł wujek, dowcipkując, że można wprawdzie mieć najlepszy jedwabny papier, ale gówno i tak będzie śmierdzieć.  &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nawet jeśli doleciało to do uszu malców, nie zareagowali. Kometa świeciła już bliżej. Odbijała się w ich oczach i rosła z każdą chwilą. Stali jak zahipnotyzowani.&lt;br /&gt;Zobaczyli, jak kilka kilometrów nad nimi kometa spłaszcza się, wypełniając już spory kawałek nieba.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;- Łaaał… – szepnęli, nie odrywając wzroku. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A przeraźliwie gruba, przezroczysta warstwa kauczuku odbiła świetlisty punkt z powrotem w pełną tajemnic przestrzeń.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/847585104046522682-2364011019870321320?l=piotrbinkowski.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://piotrbinkowski.blogspot.com/feeds/2364011019870321320/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=847585104046522682&amp;postID=2364011019870321320&amp;isPopup=true' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/847585104046522682/posts/default/2364011019870321320'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/847585104046522682/posts/default/2364011019870321320'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://piotrbinkowski.blogspot.com/2009/08/noc-komety.html' title='noc komety'/><author><name>piotr binkowski</name><uri>http://www.blogger.com/profile/05039684214729192384</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/_Yd-tMIpH2BQ/TGAWDvaglXI/AAAAAAAAADQ/v35bR0A0vCY/S220/pb.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-847585104046522682.post-1039897143758440662</id><published>2009-08-03T04:05:00.001+02:00</published><updated>2009-08-03T04:05:29.335+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='scenki'/><title type='text'></title><content type='html'>- Wyjdź za mnie!&lt;br /&gt;- Wyjdź ze mnie!&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/847585104046522682-1039897143758440662?l=piotrbinkowski.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://piotrbinkowski.blogspot.com/feeds/1039897143758440662/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=847585104046522682&amp;postID=1039897143758440662&amp;isPopup=true' title='Komentarze (3)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/847585104046522682/posts/default/1039897143758440662'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/847585104046522682/posts/default/1039897143758440662'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://piotrbinkowski.blogspot.com/2009/08/wyjdz-za-mnie-wyjdz-ze-mnie.html' title=''/><author><name>piotr binkowski</name><uri>http://www.blogger.com/profile/05039684214729192384</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/_Yd-tMIpH2BQ/TGAWDvaglXI/AAAAAAAAADQ/v35bR0A0vCY/S220/pb.jpg'/></author><thr:total>3</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-847585104046522682.post-6784937916695325323</id><published>2009-08-02T17:52:00.001+02:00</published><updated>2009-08-02T17:52:40.661+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='wiersze'/><title type='text'>popołudnie</title><content type='html'>rozmawiamy o filmach&lt;br /&gt;fragmenty filmów puszczane są na youtubie&lt;br /&gt;zlepki snów giną pod kołdrą &lt;br /&gt;a słowa dziwne jak śmierć lepią się do ust już od rana&lt;br /&gt;świat staje się prosty jak wyciągnięcie z portfela ostatniej dychy&lt;br /&gt;i przepicie jej tuż za rogiem&lt;br /&gt;tak się nam przynajmniej wydaje&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/847585104046522682-6784937916695325323?l=piotrbinkowski.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://piotrbinkowski.blogspot.com/feeds/6784937916695325323/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=847585104046522682&amp;postID=6784937916695325323&amp;isPopup=true' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/847585104046522682/posts/default/6784937916695325323'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/847585104046522682/posts/default/6784937916695325323'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://piotrbinkowski.blogspot.com/2009/08/popoudnie.html' title='popołudnie'/><author><name>piotr binkowski</name><uri>http://www.blogger.com/profile/05039684214729192384</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/_Yd-tMIpH2BQ/TGAWDvaglXI/AAAAAAAAADQ/v35bR0A0vCY/S220/pb.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-847585104046522682.post-4041705521501657125</id><published>2009-07-19T04:47:00.000+02:00</published><updated>2009-07-19T04:48:10.405+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='scenki'/><title type='text'></title><content type='html'>W czasie mszy ksiądz przemówił do wiernych:&lt;br /&gt;- Nieprawdą jest, że jeśli przyjąć, że nieprawdą jest, że Boga nie ma, wszystko wolno.&lt;br /&gt;Wierni łatwo zlekceważyli to kłamstwo.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/847585104046522682-4041705521501657125?l=piotrbinkowski.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://piotrbinkowski.blogspot.com/feeds/4041705521501657125/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=847585104046522682&amp;postID=4041705521501657125&amp;isPopup=true' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/847585104046522682/posts/default/4041705521501657125'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/847585104046522682/posts/default/4041705521501657125'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://piotrbinkowski.blogspot.com/2009/07/w-czasie-mszy-ksiadz-przemowi-do.html' title=''/><author><name>piotr binkowski</name><uri>http://www.blogger.com/profile/05039684214729192384</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/_Yd-tMIpH2BQ/TGAWDvaglXI/AAAAAAAAADQ/v35bR0A0vCY/S220/pb.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-847585104046522682.post-70325130008990245</id><published>2009-07-13T23:19:00.000+02:00</published><updated>2009-07-13T23:20:31.558+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='scenki'/><title type='text'></title><content type='html'>Kiedy zerwał się wiatr, bawili się w ogrodzie. &lt;br /&gt;- Ognia! – krzyknął chłopiec, celując pistoletem na wodę w dziadka. &lt;br /&gt;- Wody! – szepnął dziadek, rozrzucając ręce w górę i dławiąc się kaszlem. &lt;br /&gt;- Zróbmy im tak zdjęcie – zaproponował ojciec. &lt;br /&gt;W następnej sekundzie wszystko wybuchnęło śmiechem.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/847585104046522682-70325130008990245?l=piotrbinkowski.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://piotrbinkowski.blogspot.com/feeds/70325130008990245/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=847585104046522682&amp;postID=70325130008990245&amp;isPopup=true' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/847585104046522682/posts/default/70325130008990245'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/847585104046522682/posts/default/70325130008990245'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://piotrbinkowski.blogspot.com/2009/07/kiedy-zerwa-sie-wiatr-bawili-sie-w.html' title=''/><author><name>piotr binkowski</name><uri>http://www.blogger.com/profile/05039684214729192384</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/_Yd-tMIpH2BQ/TGAWDvaglXI/AAAAAAAAADQ/v35bR0A0vCY/S220/pb.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-847585104046522682.post-5589777318278104141</id><published>2009-07-06T00:54:00.001+02:00</published><updated>2009-07-06T00:54:51.980+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='fragmenty'/><title type='text'>tempo</title><content type='html'>kiedy na ciebie patrzę, zastanawiam się, ile mi wolno i jak szybko lubisz&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/847585104046522682-5589777318278104141?l=piotrbinkowski.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://piotrbinkowski.blogspot.com/feeds/5589777318278104141/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=847585104046522682&amp;postID=5589777318278104141&amp;isPopup=true' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/847585104046522682/posts/default/5589777318278104141'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/847585104046522682/posts/default/5589777318278104141'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://piotrbinkowski.blogspot.com/2009/07/tempo.html' title='tempo'/><author><name>piotr binkowski</name><uri>http://www.blogger.com/profile/05039684214729192384</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/_Yd-tMIpH2BQ/TGAWDvaglXI/AAAAAAAAADQ/v35bR0A0vCY/S220/pb.jpg'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-847585104046522682.post-7681146108681398733</id><published>2009-07-04T21:19:00.000+02:00</published><updated>2009-07-04T21:20:07.167+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='wiersze'/><title type='text'>1. i 2.</title><content type='html'>1.&lt;br /&gt;bóg puszcza nam oko ale nic nie mówi&lt;br /&gt;kobieta przy barze głaszcze dłoń&lt;br /&gt;w której nigdy nie trzymała mężczyzny&lt;br /&gt;przez ostatnie dwie godziny piliśmy&lt;br /&gt;tobie chce się wymiotować&lt;br /&gt;ja chyba będę rzygał&lt;br /&gt;do stołu przysiadają się muchy&lt;br /&gt;i światło zmienia nastrój&lt;br /&gt;to prawda że kiedyś było nas więcej &lt;br /&gt;mieliśmy wyrzuty sumienia&lt;br /&gt;małymi słowami poruszaliśmy wielkie kwestie&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;ale przestaliśmy już rozmawiać&lt;br /&gt;jeszcze chwila i znikniemy&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;2.&lt;br /&gt;jeszcze chwila i znikniemy&lt;br /&gt;zanim przestaniemy rozmawiać&lt;br /&gt;małymi słowami poruszymy wielkie kwestie&lt;br /&gt;przez dwie godziny wypijemy wszystko&lt;br /&gt;co będzie do wypicia a kobiety &lt;br /&gt;pójdą posiedzieć przy barze&lt;br /&gt;bóg puści nam oko &lt;br /&gt;ale nic nie powie&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/847585104046522682-7681146108681398733?l=piotrbinkowski.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://piotrbinkowski.blogspot.com/feeds/7681146108681398733/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=847585104046522682&amp;postID=7681146108681398733&amp;isPopup=true' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/847585104046522682/posts/default/7681146108681398733'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/847585104046522682/posts/default/7681146108681398733'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://piotrbinkowski.blogspot.com/2009/07/1-i-2.html' title='1. i 2.'/><author><name>piotr binkowski</name><uri>http://www.blogger.com/profile/05039684214729192384</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/_Yd-tMIpH2BQ/TGAWDvaglXI/AAAAAAAAADQ/v35bR0A0vCY/S220/pb.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-847585104046522682.post-7553703203392223029</id><published>2009-06-28T17:37:00.000+02:00</published><updated>2009-06-28T17:38:53.206+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='scenki'/><title type='text'>oko</title><content type='html'>W łazience myję zęby, sikam i przebieram się w piżamę. Dochodzi dwudziesta trzecia. W kuchni nalewam sobie szklankę mleka. Zanoszę ją do pokoju i stawiam na biurku obok łóżka. Z półki biorę dwie książki: 6 dni w miasteczku, które kończę czytać, oraz Katedrę, na wszelki wypadek, gdybym nie mógł zasnąć. Zaciągam rolety, zapalam lampkę i gaszę górne światło. Wychodzę jeszcze do przedpokoju, żeby sprawdzić, czy drzwi są zamknięte. Chwytam za klamkę. Nie są. Otwierają się z cichym skrzypnięciem: na korytarzu jest ciemno. Na półpiętrze dostrzegam sylwetkę mężczyzny. Najpierw się nie rusza, patrzę w jego stronę, potem zaczyna wchodzić po schodach. Zamykam drzwi. Przekręcam oba zamki i nasłuchuję kroków.  Szarpie za klamkę. Osuwam się na podłogę, próbując uspokoić oddech. Boję się spojrzeć przez wizjer.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/847585104046522682-7553703203392223029?l=piotrbinkowski.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://piotrbinkowski.blogspot.com/feeds/7553703203392223029/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=847585104046522682&amp;postID=7553703203392223029&amp;isPopup=true' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/847585104046522682/posts/default/7553703203392223029'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/847585104046522682/posts/default/7553703203392223029'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://piotrbinkowski.blogspot.com/2009/06/oko.html' title='oko'/><author><name>piotr binkowski</name><uri>http://www.blogger.com/profile/05039684214729192384</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/_Yd-tMIpH2BQ/TGAWDvaglXI/AAAAAAAAADQ/v35bR0A0vCY/S220/pb.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-847585104046522682.post-8500110899852182749</id><published>2009-03-27T19:06:00.000+01:00</published><updated>2009-03-27T19:07:24.073+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='wiersze'/><title type='text'>szuwary</title><content type='html'>blady świt niemal koniec miasta&lt;br /&gt;nasz pierwszy krok na ziemi i widzę&lt;br /&gt;jak wyciągasz się do mnie jak topielica&lt;br /&gt;jak oczy marszczą się na wodzie&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;oto minęło nam lato teraz&lt;br /&gt;gładzisz dłonią brzuch &lt;br /&gt;głęboko wierzę tam jeszcze nic nie ma&lt;br /&gt;obojgu do gardła podchodzi ciężar&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/847585104046522682-8500110899852182749?l=piotrbinkowski.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://piotrbinkowski.blogspot.com/feeds/8500110899852182749/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=847585104046522682&amp;postID=8500110899852182749&amp;isPopup=true' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/847585104046522682/posts/default/8500110899852182749'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/847585104046522682/posts/default/8500110899852182749'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://piotrbinkowski.blogspot.com/2009/03/szuwary.html' title='szuwary'/><author><name>piotr binkowski</name><uri>http://www.blogger.com/profile/05039684214729192384</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/_Yd-tMIpH2BQ/TGAWDvaglXI/AAAAAAAAADQ/v35bR0A0vCY/S220/pb.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-847585104046522682.post-6412587786361342830</id><published>2009-03-15T22:11:00.002+01:00</published><updated>2009-03-15T22:28:37.350+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='wiersze'/><title type='text'>gusła</title><content type='html'>nie bój się boga &lt;br /&gt;ja cię wezmę i wszystko co nasze&lt;br /&gt;będzie święte&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;skręcę nam przyszłość jak sznur&lt;br /&gt;będzie na nas czekać cokolwiek stanie się po drodze&lt;br /&gt;i z kim. &lt;br /&gt;dzień po dniu urośnie nam nienawiść aż&lt;br /&gt;odechce się rozmów i z braku tematów&lt;br /&gt;przestaniemy się słyszeć&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;ale niezależnie od tego &lt;br /&gt;jak długo i daleko będziemy od siebie&lt;br /&gt;ile pożyjemy i zobaczymy&lt;br /&gt;nie zdążymy przestać się kochać&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/847585104046522682-6412587786361342830?l=piotrbinkowski.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://piotrbinkowski.blogspot.com/feeds/6412587786361342830/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=847585104046522682&amp;postID=6412587786361342830&amp;isPopup=true' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/847585104046522682/posts/default/6412587786361342830'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/847585104046522682/posts/default/6412587786361342830'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://piotrbinkowski.blogspot.com/2009/03/nie-boj-sie-boga-ja-cie-wezme-i.html' title='gusła'/><author><name>piotr binkowski</name><uri>http://www.blogger.com/profile/05039684214729192384</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/_Yd-tMIpH2BQ/TGAWDvaglXI/AAAAAAAAADQ/v35bR0A0vCY/S220/pb.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-847585104046522682.post-3973899977941756207</id><published>2009-03-12T12:22:00.004+01:00</published><updated>2009-03-15T22:20:56.749+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='wiersze'/><title type='text'>zabieganie</title><content type='html'>czasami myślę że coś co mnie zabija&lt;br /&gt;naprawdę jest z innego świata&lt;br /&gt;nawet wódka robi się wtedy bezradna &lt;br /&gt;jak kobieta z przypadkowym dzieckiem&lt;br /&gt;a ja zaczynam wierzyć bogu&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;potem budzę się i jestem sobą&lt;br /&gt;piszę&lt;br /&gt;od ucha do ucha mam tylko znak zapytania&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/847585104046522682-3973899977941756207?l=piotrbinkowski.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://piotrbinkowski.blogspot.com/feeds/3973899977941756207/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=847585104046522682&amp;postID=3973899977941756207&amp;isPopup=true' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/847585104046522682/posts/default/3973899977941756207'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/847585104046522682/posts/default/3973899977941756207'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://piotrbinkowski.blogspot.com/2009/03/zabieganie.html' title='zabieganie'/><author><name>piotr binkowski</name><uri>http://www.blogger.com/profile/05039684214729192384</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/_Yd-tMIpH2BQ/TGAWDvaglXI/AAAAAAAAADQ/v35bR0A0vCY/S220/pb.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-847585104046522682.post-3008655739205604591</id><published>2009-03-08T17:46:00.002+01:00</published><updated>2010-01-27T05:02:48.277+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='wiersze'/><title type='text'>trip</title><content type='html'>łyknąłem cię między łazienką i pokojem jeszcze przed sylwestrem&lt;br /&gt;dokładnie w progu a to podobno przynosi nieszczęście&lt;br /&gt;gubiliśmy się potem &lt;br /&gt;po kilku mieszkaniach pozostały same straty&lt;br /&gt;miałaś rację jeśli mówiłaś że po następnym&lt;br /&gt;będę miał tylko wrażenie jakbym znał cię całe życie&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/847585104046522682-3008655739205604591?l=piotrbinkowski.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://piotrbinkowski.blogspot.com/feeds/3008655739205604591/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=847585104046522682&amp;postID=3008655739205604591&amp;isPopup=true' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/847585104046522682/posts/default/3008655739205604591'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/847585104046522682/posts/default/3008655739205604591'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://piotrbinkowski.blogspot.com/2009/03/wniebo.html' title='trip'/><author><name>piotr binkowski</name><uri>http://www.blogger.com/profile/05039684214729192384</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/_Yd-tMIpH2BQ/TGAWDvaglXI/AAAAAAAAADQ/v35bR0A0vCY/S220/pb.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-847585104046522682.post-6217988598376672311</id><published>2009-02-14T19:00:00.003+01:00</published><updated>2009-03-15T22:19:53.147+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='wiersze'/><title type='text'>romantyczność</title><content type='html'>odkąd piszę pamiętnik z dni z którymi mam problemy&lt;br /&gt;mam więcej czasu na wizyty umarłych stoją&lt;br /&gt;gdzie wzrok się prawie kończy i nie mówią &lt;br /&gt;to całkiem nowe między mną a światem &lt;br /&gt;jest więcej niż można sobie wyobrazić &lt;br /&gt;ja nie muszę&lt;br /&gt;ta biblia ma dużo rozdziałów poświęcam jej&lt;br /&gt;wszystkie siódme dni życia&lt;br /&gt;przez resztę tworząc coś czego i tak nie nazywam&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;tyle rzeczy mi się nie udało że gdybym miał syna &lt;br /&gt;zabiłbym go szczerością planów na przyszłość&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;czasami śpię z otwartymi powiekami &lt;br /&gt;nie spisuję snów&lt;br /&gt;śmiało &lt;br /&gt;mogę je rozrysowywać po kartach i ścianach &lt;br /&gt;niech ktoś się martwi&lt;br /&gt;mogę widzieć je wszędzie a gdzie nie spojrzę ni razu&lt;br /&gt;tam ludzie zdążą jeszcze chorować na starość&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/847585104046522682-6217988598376672311?l=piotrbinkowski.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://piotrbinkowski.blogspot.com/feeds/6217988598376672311/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=847585104046522682&amp;postID=6217988598376672311&amp;isPopup=true' title='Komentarze (4)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/847585104046522682/posts/default/6217988598376672311'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/847585104046522682/posts/default/6217988598376672311'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://piotrbinkowski.blogspot.com/2009/02/romantycznosc.html' title='romantyczność'/><author><name>piotr binkowski</name><uri>http://www.blogger.com/profile/05039684214729192384</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/_Yd-tMIpH2BQ/TGAWDvaglXI/AAAAAAAAADQ/v35bR0A0vCY/S220/pb.jpg'/></author><thr:total>4</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-847585104046522682.post-8363449463811844209</id><published>2009-02-04T16:53:00.001+01:00</published><updated>2009-03-15T22:18:38.318+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='wiersze'/><title type='text'>spełnienie</title><content type='html'>polubisz to jak własną matkę cała skóra &lt;br /&gt;będzie ci się drzeć ze szczęścia kiedy nauczę cię&lt;br /&gt;mowy przedmiotów z naprawdę ciężkich słów&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;może jeszcze wydaje ci się że jesteś trudna jak definicja czasu&lt;br /&gt;ale mam narzędzia którymi cię otworzę i wyżłobię &lt;br /&gt;z przeszłości ze wszystkich tajemnic aż poznasz &lt;br /&gt;emocje zdolne zagryźć&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;pogwałcę ci wszystko co znajdę w głowie&lt;br /&gt;potem pomyślisz że jest już dobrze&lt;br /&gt;a będzie tylko po mojemu&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/847585104046522682-8363449463811844209?l=piotrbinkowski.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://piotrbinkowski.blogspot.com/feeds/8363449463811844209/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=847585104046522682&amp;postID=8363449463811844209&amp;isPopup=true' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/847585104046522682/posts/default/8363449463811844209'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/847585104046522682/posts/default/8363449463811844209'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://piotrbinkowski.blogspot.com/2009/02/spenienie.html' title='spełnienie'/><author><name>piotr binkowski</name><uri>http://www.blogger.com/profile/05039684214729192384</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/_Yd-tMIpH2BQ/TGAWDvaglXI/AAAAAAAAADQ/v35bR0A0vCY/S220/pb.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-847585104046522682.post-183902820533800886</id><published>2009-02-02T21:56:00.001+01:00</published><updated>2009-03-15T22:17:41.154+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='wiersze'/><title type='text'>to nie jest acapulco</title><content type='html'>&lt;span style="font-style:italic;"&gt;kupiłbyś buty do biegania i poszukał dziewczyny&lt;/span&gt; powiedziało sumienie&lt;br /&gt;wierząc że uda mi się najwyżej w połowie zacząłem biegać &lt;br /&gt;po mieście za każdym rogiem los porozrzucał knajpy w których cumowali&lt;br /&gt;starsi marynarze oni znali życie jak butelkę rumu już od wejścia&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style:italic;"&gt;to nie jest acapulco&lt;/span&gt; mruknął typ spod ciemnej gwiazdy&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;na początku śledztwo szło pod prąd potem popłynąłem&lt;br /&gt;w życiu lubię koloryzować bardziej niż w cv i wzięli mnie jak swego&lt;br /&gt;nie pytając nawet o port. mówili że o burzę łatwiej na lądzie a morze&lt;br /&gt;jest spokojne i zazwyczaj łatwiej się upić niż utopić&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/847585104046522682-183902820533800886?l=piotrbinkowski.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://piotrbinkowski.blogspot.com/feeds/183902820533800886/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=847585104046522682&amp;postID=183902820533800886&amp;isPopup=true' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/847585104046522682/posts/default/183902820533800886'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/847585104046522682/posts/default/183902820533800886'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://piotrbinkowski.blogspot.com/2009/02/to-nie-jest-acapulco.html' title='to nie jest acapulco'/><author><name>piotr binkowski</name><uri>http://www.blogger.com/profile/05039684214729192384</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/_Yd-tMIpH2BQ/TGAWDvaglXI/AAAAAAAAADQ/v35bR0A0vCY/S220/pb.jpg'/></author><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-847585104046522682.post-8479673365126616602</id><published>2009-01-30T22:12:00.001+01:00</published><updated>2009-03-15T22:17:10.627+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='wiersze'/><title type='text'>moja droga</title><content type='html'>ja ledwie wrosłem w półdojrzałość&lt;br /&gt;tobie już dziecko wchodzi na głowę&lt;br /&gt;więc o czym tu rozmawiać u mnie wszystko&lt;br /&gt;porobiło się takie bardziej realne&lt;br /&gt;na każdym kroku nowe i nowe i ty&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;nawet nie zauważyłem że wszyscy &lt;br /&gt;już dawno oszaleli z nudów&lt;br /&gt;w moim domu pełno wariatów każdy gada&lt;br /&gt;a mnie i tak świat wydaje się inaczej&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;wybacz czasem puszczam się z przeszłością i właściwie &lt;br /&gt;to nie mam pracy pieniędzy mieszkania i pomysłów&lt;br /&gt;na mieszkanie pieniądze i pracę&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/847585104046522682-8479673365126616602?l=piotrbinkowski.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://piotrbinkowski.blogspot.com/feeds/8479673365126616602/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=847585104046522682&amp;postID=8479673365126616602&amp;isPopup=true' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/847585104046522682/posts/default/8479673365126616602'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/847585104046522682/posts/default/8479673365126616602'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://piotrbinkowski.blogspot.com/2009/01/moja-droga.html' title='moja droga'/><author><name>piotr binkowski</name><uri>http://www.blogger.com/profile/05039684214729192384</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/_Yd-tMIpH2BQ/TGAWDvaglXI/AAAAAAAAADQ/v35bR0A0vCY/S220/pb.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-847585104046522682.post-6949340175006103102</id><published>2009-01-27T23:32:00.004+01:00</published><updated>2009-03-15T22:14:15.615+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='wiersze'/><title type='text'>karaoke</title><content type='html'>dziewczyna była całkiem ładna&lt;br /&gt;a dłoń podała tak &lt;br /&gt;jakby nigdy nie trzymała w niej mężczyzny&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style:italic;"&gt;więc karaoke czy bukake&lt;/span&gt; zażartowałem&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style:italic;"&gt;nie. nie umiem śpiewać &lt;/span&gt;odwróciłem się&lt;br /&gt;szukać tych które potrafią&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/847585104046522682-6949340175006103102?l=piotrbinkowski.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://piotrbinkowski.blogspot.com/feeds/6949340175006103102/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=847585104046522682&amp;postID=6949340175006103102&amp;isPopup=true' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/847585104046522682/posts/default/6949340175006103102'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/847585104046522682/posts/default/6949340175006103102'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://piotrbinkowski.blogspot.com/2009/01/karaoke.html' title='karaoke'/><author><name>piotr binkowski</name><uri>http://www.blogger.com/profile/05039684214729192384</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/_Yd-tMIpH2BQ/TGAWDvaglXI/AAAAAAAAADQ/v35bR0A0vCY/S220/pb.jpg'/></author><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-847585104046522682.post-3810363555831018710</id><published>2009-01-26T14:05:00.004+01:00</published><updated>2010-01-26T19:57:51.443+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='proza'/><title type='text'>szczelina</title><content type='html'>marzec, dzień trzeci&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Szczelina jest wąska jak źrenica kota. Światło z tamtej strony zatrzymuje się na strzępkach pajęczyn, dlatego rzadko zapalam coś mocniejszego niż nocna lampka, bojąc się, że to zauważy. Pokój jest z pewnością duży, przestrzenny i dobrze oświetlony. Musi też mieć szerokie okna, co najmniej w dwóch miejscach, często otwierane. Powietrze tuż przy ścianie jest świeże i chłodne i jeśli przysunę się odpowiednio blisko, czuję na wargach jego drgania. Zapach jest przyjemny, czasami są to kadzidełka, rzadko papierosy. Jeśli już zdarzy się jej zapalić, zazwyczaj robi to przy otwartym oknie i potem starannie wietrzy wnętrze. Pali, kiedy jest zdenerwowana. Porusza się wtedy szybciej i trochę głośniej, jestem w stanie to wyczuć. Mogę wtedy zgadywać, co dokładnie robi i w której części pokoju się znajduje.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wprowadziła się w lutym, dwudziestego. Chłopak pomógł jej wnieść rzeczy, potem poszedł, rozmawiali tylko przez chwilę, ponieważ musiał wracać do pracy. Minęło kilka godzin, zanim ją zobaczyłem, przedtem rozmawiała jeszcze z właścicielką, nie mogłem tego słyszeć, ale z barwy głosów wywnioskowałem, że nie przypadły sobie do gustu. Odtąd rozmawiały rzadko i raczej sucho. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;O szczelinie wiedziałem już wcześniej. Zauważam takie rzeczy, więc widziałem ją od samego początku. Wczoraj pomyślałem, że jeśli zacznę to opisywać, będzie mi łatwiej wszystko uporządkować. Nie muszę się też martwić, że o czymś zapomnę. Postaram się jak najszybciej wszystko odtworzyć. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;marzec, dzień czwarty&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jest wieczór i dopiero teraz mogę cokolwiek napisać. Kilka razy musiałem zajmować się ojcem, w międzyczasie próbowałem sobie przypomnieć wydarzenia od samego początku. Zauważyłem, że niektóre szczegóły zaczynają mi się mylić i muszę być naprawdę skupiony, żeby niczego nie poprzestawiać. Na razie postanowiłem, że będę zapisywał jedynie to, czego jestem absolutnie pewien. &lt;br /&gt;Pierwszego dnia poświęciła dużo czasu na rozpakowywanie rzeczy. Przechodziła przede mną kilkanaście razy, ale z racji tego, że szczelina znajduje się na wysokości bioder, nie widziałem jej twarzy. Otwór jest wąski i widzę naprawdę niewiele, ale musi mi to na razie wystarczyć. Na wprost znajduje się nocna szafka, a tuż obok niej stoi łóżko, którego brzeg jestem w stanie zobaczyć, jeśli odpowiednio przechylę głowę. Te rzeczy znajdowały się tam, odkąd pamiętam. Właśnie przy szafce zobaczyłem ją po raz pierwszy. Kucnęła tyłem do mnie, potem odchyliła się w bok i sięgnęła po puste torby, podniosła łóżko i schowała je do środka. Serce waliło mi jak młot, kiedy przez kilka sekund mogłem widzieć jej profil. Czułem się niepewnie i nie chciałem, żeby patrzyła w moją stronę. Na szczęście trwało to tylko chwilę, potem wyprostowała się i wyszła. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;marzec, dzień piąty&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Na początku myślałem, że górę zasłania jakiś obraz, dziwiło mnie jednak, że od czasu do czasu do niego podchodzi. Dzisiaj nasłuchiwałem przez pół godziny, żeby upewnić się, że pokój jest pusty, i że wyszła na dłużej. Drzwi są nowe, więc raczej nie skrzypią. W dodatku często zostawia je otwarte, również tym razem. Czułem delikatny strumień przeciągu i dręczyła mnie świadomość, że w każdej chwili ktoś mógł tam wejść. Pociłem się ze zdenerwowania, wreszcie zaryzykowałem i wsunąłem w szczelinę palec, próbując delikatnie podważyć ramę. Głowa podsuwała mi wyobrażenia, w których dotykałem obrazu, a ten spadał. Modliłem się w duchu, żeby się nie spełniły. Powierzchnia była zimna i gładka, inna niż się spodziewałem. Wyczułem również, że jest to coś większego i cięższego niż obraz. Dopiero teraz zobaczyłem na szafce lekkie refleksy światła. Tuż nad szczeliną wisiało lustro. Przesuwałem po nim palcem, bawiąc się myślą, że mogę dotknąć czegoś, co znajduje się po jej stronie ściany i tylko dlatego nie usłyszałem jak weszła do pokoju. Zamarłem w bezruchu dopiero, kiedy głośno trzasnęła drzwiami. Cofnąłem palec, starając się nie dotykać pajęczyny.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;marzec, dzień ósmy&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Lustro musiało być duże, bo stała przy nim długo, zazwyczaj kiedy szykowała się do wyjścia. Zawsze czułem wtedy przebiegający po plecach dreszcz. Wiedząc, że się w nim przegląda, mogłem być spokojny, z pewnością skupiało na sobie całą uwagę. Mimo to, nie potrafiłem opanować podniecenia. Czasami, nie mogąc powstrzymać drżenia dłoni i pewności, że za chwilę zauważy szczelinę i moje w niej oko, wstawałem, ostrożnie przylegając do zimnego betonu i ciesząc się świadomością, że dzieli nas zaledwie pół metra. Właśnie wtedy byliśmy sobie najbliżsi, w dodatku czułem się bezpiecznie, bo wiedziałem, że nic nie może zdradzić mojej obecności. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;marzec, dzień dziewiąty&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W czasie obserwacji, zawsze zamykam drzwi i okna, żeby nie robić przeciągu. Zanim cokolwiek otworzę, przesłaniam otwór szafeczką. Muszę nauczyć się z nią żyć tak, żeby mnie nie zauważyła. &lt;br /&gt;Rzadko ktoś ją odwiedzał. Kilka przyjaciółek. Czasami do jej pokoju wchodziła starsza kobieta, właścicielka mieszkania, zazwyczaj kiedy jej nie było. Słyszałem, jak przegląda rzeczy i jak je potem delikatnie odkłada, żeby nikt nic nie zauważył. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;marzec, dzień jedenasty&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dwa dni temu widziałem ją nagą. Zanim zgasiła światło, stała przez chwilę przed lustrem. Jednocześnie wstydziłem się i pragnąłem, żeby trwało to jak najdłużej. Gardło miałem suche jak pieprz.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;marzec, dzień dwunasty&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ojciec czuje się coraz gorzej i z pewnością niedługo umrze. Nic nie mówi, ale widzę to w jego oczach. Powoli gasną. Ja także miewam zawroty głowy. Za każdym razem przez moment jest mi słabo. Ciśnienie jest niskie, mam nadzieję, że to minie. &lt;br /&gt;Nigdy nie widziałem jej oczu dokładnie. Zazwyczaj ma przymknięte powieki, nigdy też nie patrzy w moją stronę. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;marzec, dzień czternasty&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Postawiła na szafce małe lusterko, trzyma tam również przybory do makijażu. Rano przez piętnaście minut mogłem widzieć jej nagie plecy. Dałbym wiele, żeby móc z bliska zobaczyć, jak maluje usta i podkręca rzęsy. Musi być wtedy piękna. Potem wyszła, podejrzewam że poszła spotkać się z chłopakiem, bo wróciła zdenerwowana. Wygląda na to, że już niedługo z nim zerwie, ostatnio częściej się kłócą. Kiedy do niej dzwoni, rozmawia niechętnie, robi się spięta. Chciałbym jej jakoś pomóc.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt; &lt;br /&gt;marzec, dzień osiemnasty&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Śniła mi się dzisiejszej nocy, ale niewiele pamiętam. Trudno mi o niej nie myśleć, kiedy wychodzi z pokoju, nie wiem czym się zająć. Pisać mogę też tylko przy niej, najczęściej przytulony do ściany. Czasami, kiedy zdenerwowana chodzi po pokoju, na przykład rozmawiając z nim przez telefon, próbuję odgadnąć jej kroki, uważnie nasłuchuję i chodzę za nią wzdłuż ściany, dopóki się nie uspokoi.&lt;br /&gt;Dzięki lusterku mogę zobaczyć nowe fragmenty pokoju. Za każdym razem odstawia je trochę inaczej, czekam wtedy, aż wyjdzie i oglądam jej rzeczy. Jeśli odpowiednio wytężę wzrok, mogę im się dokładnie przyjrzeć. Czasami mam wrażenie, że znamy się od tak dawna.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;marzec, dzień dziewiętnasty&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Musiałem kupić ojcu nowe lekarstwa. Jest słaby i w niektórych rzeczach muszę mu pomagać. Mam nadzieję, że nie dożyję wieku, w którym nie będę w stanie sam korzystać z łazienki. Nie mogę lekceważyć jego próśb, więc mam dla niej mniej czasu. Muszę się lepiej zorganizować. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;marzec, dzień dwudziesty&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Pierwszy raz poczułem przy niej fizyczne podniecenie. Mam nadzieję, że wszystko ze mną w porządku, do tej pory nie umiałem się kontrolować, nawet jeśli chodziła bez bielizny. Zanim się zorientowałem, miałem rozpięty rozporek. Spała, widziałem jedynie zwisającą bezwładnie dłoń na tle szafki. Przez dłuższy czas przyglądałem się zadbanym paznokciom i świeżej, sprężystej skórze, potem zacząłem o niej myśleć, przypominać sobie kawałki jej ciała, które przez te wszystkie dni przesuwały mi się przed oczami i zgrzeszyłem. Mam nadzieję, że to się nie powtórzy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;marzec, dzień dwudziesty trzeci&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dzięki lekom ojciec jest trochę silniejszy. Z większością spraw radzi sobie sam i mam teraz więcej czasu. Mam jednak wrażenie, że czasami niezupełnie rozumie to, co do niego mówię i zaczynam się martwić. Do swoich drzwi przykręciłem zamek, na wszelki wypadek gdybym znowu nie mógł się powstrzymać.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;marzec, dzień dwudziesty szósty&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Po raz kolejny mi się przyśniła. Malowałem jej usta i, stojąc przed lustrem, patrzyliśmy, jaka jest piękna. Kątem oka widziałem pulsującą szczelinę, za którą był mój pokój.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt; &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;marzec, dzień dwudziesty ósmy&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dzisiaj był u niej chłopak. Najpierw robiła mu wyrzuty, potem zaczęli się całować. Nie dałem rady i zasłoniłem otwór. Resztę dnia spędziłem z ojcem. Mogłem dokładnie przyjrzeć się jego wysuszonej, poprzecinanej żyłami skórze. Jesteśmy tak samo żałośni.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;marzec, dzień trzydziesty&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Poczułem lekkie tąpnięcie ziemi. Było krótkie, nic się nie stało, jednak ogarnął mnie przez to dziwny niepokój, dopiero wieczorem się uspokoiłem. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;kwiecień, dzień drugi&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wychodząc, zawsze starannie zamykam drzwi. Zdarza się, że jestem rozkojarzony i robię to odruchowo. Dla pewności zawsze mocno szarpię za klamkę, czasami kilka razy. Nienawidzę wracać się ze schodów, ale czasami jest to konieczne. Wolę być pewny. Czasami widuję ją na klatce, na szczęście nie zwraca na mnie uwagi. Nie wiem, czy umiałbym zachować się naturalnie. Staram się unikać takich sytuacji i wychodzę tylko, gdy muszę.&lt;br /&gt;Uwielbiam, kiedy czesze włosy. Siada wtedy na łóżku i z szafki wyjmuje szczotkę. Przez szczelinę widzę jej łydki i cień dłoni. Zamykam oczy i wsłuchuję się w szelest włosów, wyobrażając ją sobie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;kwiecień, dzień trzeci&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nauczyłem się żyć w zupełnej ciszy. Jestem pewien, że wcześniej kilka razy mnie słyszała. Nic się nie działo, ale stawała się wtedy sztuczna, gubiła płynność ruchów.  Od jakiegoś czasu zupełnie się kontroluję. &lt;br /&gt;Po krótkim okresie spokoju, znowu zaczęli się kłócić. Żal mi jej, ale wiem, że tak będzie lepiej dla nas obojga. Chciałbym, żeby była sama, chciałbym być jej bratem. Mógłbym jej pomagać i być bardzo blisko.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W gazecie przeczytałem, że w ciągu tego tygodnia bardziej wrażliwi mogą odczuć delikatne ruchy ziemi. Muszę pamiętać, żeby wzmocnić czymś szczelinę, żeby nic nie wyszło na jaw. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;kwiecień, dzień czwarty&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Na szczęście wstrząsy są bardzo delikatne i z całą pewnością niegroźne. Wątpię, aby większość z nich odczuwał ktokolwiek poza mną. Kiedy podłoga zaczyna delikatnie drgać, czuję co prawda nieokreślony lęk, ale to szybko mija.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;kwiecień, dzień piąty&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dzisiaj ojciec poważnie mnie wystraszył. Miał nagły i długi atak kaszlu, pluł krwią. Przez chwilę zastanawiałem się, czy nie wezwać karetki, ale zrobiłem mu herbatę i, kiedy przestygła, powoli wlewałem do gardła. Z początku się krztusił, potem mu ulżyło. Mamy tylko siebie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;kwiecień, dzień siódmy&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zacząłem kłaść się wcześniej. Kiedy robi się senna, zaczynam się rozbierać. Czasami przez szczelinę widzę jak robi to samo, czasami muszę zadowolić się tylko tym, co słyszę. Zasypiamy razem i wyobrażam sobie, że leży tuż obok mnie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;kwiecień, dzień dziesiąty&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Rozstała się z nim, mam nadzieję, że ostatecznie. Właścicielki prawdopodobnie nie było w domu, bo głośno się kłócili. Krzyczeli na siebie, przez chwilę zastanawiałem się, czy tam nie pójść, na szczęście szybko wyszedł. W czasie ich kłótni wyobrażałem sobie, że uderza ją w twarz i miałem ochotę go zabić.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;kwiecień, dzień jedenasty&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Przewijanie ojca robi się coraz bardziej męczące. Zastanawiam się, czy to w ogóle ma sens. Nie mam z nim kontaktu i nie potrafię nic wyczytać z twarzy. Nie wiem, kiedy czuje ból i nie potrafię już mu pomóc. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;kwiecień, dzień trzynasty&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W dalszym ciągu odczuwam drobne przesunięcia ziemi. W żadnej z gazet nie znalazłem jednak informacji na ten temat, więc staram się po prostu o tym nie myśleć. Za każdym razem dopada mnie ciężki ból w skroniach, ale trwa to dosłownie moment.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;kwiecień, dzień piętnasty&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Żałuję, że w ciągu tygodnia ma tyle różnych zajęć i przez to spędzamy ze sobą mniej czasu niż bym chciał. Kiedy wychodzi, zajmuję się ojcem. Muszę pamiętać o tym, żeby miał wszystko pod ręką, musi być choć trochę samodzielny.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;kwiecień, dzień szesnasty&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Odkąd ze sobą zerwali, jest spokojniejsza. Siedzi sama i słuchamy jej muzyki. Jeśli jestem w stanie zobaczyć, co czyta, staram się to kupić i jak mi się uda, jest tak, jakbyśmy byli razem. W takich chwilach zapominam o bólu głowy i jestem szczęśliwy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;kwiecień, dzień siedemnasty&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wczoraj, kiedy przyszedłem dać ojcu leki, nie poznał mnie. Był zbyt słaby, żeby zareagować, ale w jego oczach widziałem strach. Nie wiem, co robić. Jestem sam i trudno mi nad wszystkim zapanować. Nie chciałbym obciążać jej swoimi sprawami. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;kwiecień, dzień osiemnasty&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zastanawiałem się dzisiaj, co zrobię, jak ojciec umrze. Chciałbym z nią zamieszkać, ale nie wiem czy to możliwe.  Podejrzewam, że wyjadę. Chciałbym się nią zaopiekować, powiedzieć jej, jak dobrze ją znam, ale wątpię, żebym miał w sobie tyle odwagi. Gdyby tylko wiedziała, że może przy mnie czuć się bezpieczna, że może mi powierzyć wszystkie swoje tajemnice. Nie pozwoliłbym jej skrzywdzić. Nikomu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;kwiecień, dzień dwudziesty&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Czuję się, jakbym był jej aniołem stróżem. Znam jej przyzwyczajenia i kompleksy, potrafię wyczuć, kiedy jest szczęśliwa i kiedy ją boli. Wiem, jak znosi okres i jakie lubi książki. Znam każdy kawałek jej ciała i choć nigdy jej nie dotknąłem, wiem, że umiałbym nad sobą panować. Tym bardziej boli mnie to, że żadne z jej spojrzeń nie należy do mnie, a żaden uśmiech nie jest dla mnie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;kwiecień, dzień dwudziesty pierwszy&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Czasami zastanawiam się, czy można znać kogoś bardziej, czy można być bliżej niż my. Gdybym tylko umiał jej to powiedzieć. Nie musiałaby przede mną niczego udawać, tak jak i ja nie czuję się już skrępowany, kiedy chodzi nago po pokoju. Przywykłem do widoku jej drobnych piersi. Jest piękna. Jesteś piękna, chciałbym patrzeć ci w oczy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;kwiecień, dzień dwudziesty trzeci&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Musiałaś upuścić szklankę i zachlapać sokiem ścianę. Słyszałem jak szkło rozbija się o podłogę. Potem wyszłaś i wróciłaś ze ścierką. Kiedy ją czyściłaś, twarz miałaś tuż przy szczelinie i nie wiem, jakim cudem jej nie zauważyłaś. Patrzyłem na ciebie i drżały mi dłonie, po chwili cały byłem rozdygotany, nogi zrobiły mi się miękkie, ledwo odsunąłem się od ściany i przysłoniłem szczelinę szafką. Serce podchodziło mi do gardła, byłem pewien, że coś się stanie. Z sufitu, błyszcząc w promieniach, posypał się tynk. Podłoga zadrżała, miałem wrażenie, że przechyla się jak pokład statku, a ja sunę w tył i lada chwila wylecę za burtę. Zacisnąłem oczy, usiłując opanować strach. Kręciło mi się w głowie, wszystko dookoła się zatrzęsło, słyszałem, jak gruby beton pęka. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Otworzyłem oczy i zobaczyłem twoją twarz, zupełnie wyraźną. Po raz pierwszy patrzyłaś na mnie i byłem pewien, że to koniec. Uśmiechnęłaś się szczerze, powiedziałaś, że mam niesamowitą minę a ściany to robią chyba z papieru. Metr od naszej szczeliny, nad szafką, na wysokości twojej twarzy w ścianie zrobiła się dziura. Do środka wpadało świeże powietrze, a drobiny kurzu kręciły się w słońcu.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/847585104046522682-3810363555831018710?l=piotrbinkowski.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://piotrbinkowski.blogspot.com/feeds/3810363555831018710/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=847585104046522682&amp;postID=3810363555831018710&amp;isPopup=true' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/847585104046522682/posts/default/3810363555831018710'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/847585104046522682/posts/default/3810363555831018710'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://piotrbinkowski.blogspot.com/2009/01/o-boe.html' title='szczelina'/><author><name>piotr binkowski</name><uri>http://www.blogger.com/profile/05039684214729192384</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/_Yd-tMIpH2BQ/TGAWDvaglXI/AAAAAAAAADQ/v35bR0A0vCY/S220/pb.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-847585104046522682.post-8812524135848685468</id><published>2008-11-27T17:34:00.004+01:00</published><updated>2009-03-15T22:12:17.027+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='wiersze'/><title type='text'>na swoim</title><content type='html'>spaliśmy i mieszkaliśmy ze sobą wystarczająco długo &lt;br /&gt;żeby zapomnieć po co to robimy &lt;br /&gt;wdychałem powietrze którym się dławiłaś a tobie&lt;br /&gt;nerwy pękały od nadmiaru wrażeń &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;teraz kiedy piję &lt;br /&gt;staram się unikać rozmów o godzinach pracy dentystach i przeszłości &lt;br /&gt;jest mi tak dobrze że mógłbym tu umrzeć &lt;br /&gt;niezależnie od tego czyje palce zamykają ci teraz oczy&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/847585104046522682-8812524135848685468?l=piotrbinkowski.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://piotrbinkowski.blogspot.com/feeds/8812524135848685468/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=847585104046522682&amp;postID=8812524135848685468&amp;isPopup=true' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/847585104046522682/posts/default/8812524135848685468'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/847585104046522682/posts/default/8812524135848685468'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://piotrbinkowski.blogspot.com/2008/11/na-swoim.html' title='na swoim'/><author><name>piotr binkowski</name><uri>http://www.blogger.com/profile/05039684214729192384</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/_Yd-tMIpH2BQ/TGAWDvaglXI/AAAAAAAAADQ/v35bR0A0vCY/S220/pb.jpg'/></author><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-847585104046522682.post-4187492293132688699</id><published>2008-09-11T13:58:00.003+02:00</published><updated>2009-03-12T12:56:39.128+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='scenki'/><title type='text'>m3</title><content type='html'>Na zewnątrz upał, w środku duszno. Sąsiad powiesił się na kablu i od godziny rozmawia z drugą stroną. Światło powoli przelewa się z mieszkań do mieszkań, a telewizory dostają ataków kaszlu. Ściany puchną od krzyku i śmiechu, wszystko zostaje w rodzinie. Całość powoli stacza się na dalszy plan. Na pierwszym robotnicy robią sobie przerwę z piwem. Styropian zwija się w słońcu. Zanim skończą, zrobi się chłodniej, drzewa przechylą się nad ziemią, z głów posypią się liście, potem może przyjdzie zima. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;- Może jesteś głodny? – Słowa biegną do mnie z kuchni, potem po ścianie jak małe pająki. Próbują przysiąść na ramieniu. Widzę, że słońce wsiada na parapet. Duszę je między roletami. &lt;br /&gt;- Co? – Udaję głuchego. &lt;br /&gt;- Głodny. Może coś ci zrobić? – Jest bliżej, czuję, że zaczaiła się tuż przy drzwiach. Stoi pochylona nad swoim pajęczym ciałem i ciężko oddycha. &lt;br /&gt;- Nie, dziękuję. &lt;br /&gt;- Zrobię ci coś. &lt;br /&gt;- Dobrze, dziękuję. &lt;br /&gt;- Paweł! Zanieś mu kanapki. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W mieszkaniu słychać wszystko. Tupot drobnych stóp, dłoń przesuwającą się po ścianie. Muzykę chowam w słuchawkach, żeby mieć coś swojego. &lt;br /&gt;Kładzie mi kanapki. Dziękuję. Udaję głód i czekam aż wyjdzie. Patrzę na monitor, ale kątem widzę, że też stoi i gapi się, jakby chciał wszystko wiedzieć. Zrzucam swoje okno na pasek i otwieram czyjeś, udaję, że czytam. Cały czas go widzę, wreszcie odchodzi. Odkładam kanapkę, przymykam drzwi i wracam do siebie. Trudno poskładać zdania, jeszcze trudniej o sens. Ctrl, a i del. Okno robi się przygnębiająco puste, nie wiem, od czego zacząć. Wpatruję się w klawiaturę, oglądam litery z osobna, zastanawiając się, od której będzie najłatwiej. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;- Mogę pograć? – Stoi znowu przy mnie, zdołał wśliznąć się, kiedy nie patrzyłem. Dobrze, że dokument jest pusty, że nie zdołał mi niczego ukraść. Zamykam wszystkie swoje okna, wyłączam worda, chowam teksty po folderach. Sprawdzam pulpit, czy nie zostało na nim nic, do czego mógłby się dobrać. &lt;br /&gt;- Możesz. &lt;br /&gt;Przesuwam się, robię mu miejsce. Siadam obok, gapię w okno i czekam, aż się znudzi. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Po chwili słyszę, wiem, że stoi przed drzwiami, kapcie przesuwają się po podłodze. Włączam telewizor i oglądam okno. Wchodzi, patrzy na telewizor. Nie wiem, co tam leci, ale jest mi głupio, że nie oglądam czegoś odpowiedniejszego. Nic nie mówi. Patrzymy na talerz. &lt;br /&gt;- Zaraz zjem. &lt;br /&gt;Czeka, więc robię jej dobrze i sięgam po kanapki. Wkładam je kawałek po kawałku do ust i żuję, czując, jak chleb oblepia się mięsem. Połykam, marząc o tym, by móc zamęczyć się samotnością, mieć dość siebie, chodzić po całym mieszkaniu i nie trafiać na nikogo. Jak gość z taniego kryminału, robić z domu burdel, pić wódkę, kiedy przyjdzie na to ochota i nawet jej nie chować. Nawet jej nie schładzać. Nie martwić się, że któreś z nich umrze. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;- Masz jakieś nowe gry? &lt;br /&gt;- Nie, nie mam. &lt;br /&gt;- Szkoda. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wychodzą razem, ale po pięciu minutach drzwi się otwierają, mała głowa rozgląda się i szczerzy zęby. &lt;br /&gt;- Nie masz co robić, to sobie piszesz, tak? &lt;br /&gt;- Tak. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Potem przychodzi on i mówi: &lt;br /&gt;- Dobry film jest na dwójce. &lt;br /&gt;Telewizor jest włączony, więc siada obok i ogląda. Nie wiem, czy nie widzi, że to inny program. Może tylko siedzi i patrzy na wprost. Z niedomkniętych ust wychodzą świszczące oddechy. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;- Widziałeś, jak mu zrobił? &lt;br /&gt;- Nie, nie spojrzałem. &lt;br /&gt;- Ale mu zrobił. Dobry film! &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Robi głośniej i po paru minutach zasypia. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Słyszę głos z drugiego pokoju, ale niewyraźny. Wiem, że to do mnie, ale nic nie rozumiem. Telewizor głośno brzęczy, jest za daleko, żebym ją słyszał. Pójść? Dzwoni telefon. Pierwszy, drugi, trzeci dzwonek i wiem, że nikt nie odbierze. Ona wciąż mówi do mnie, wyczuwam, że o nic nie spyta, więc przestaję słuchać. Tutaj nikt nie słucha. Wstaję, idę, odbieram. To tylko sąsiad.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/847585104046522682-4187492293132688699?l=piotrbinkowski.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://piotrbinkowski.blogspot.com/feeds/4187492293132688699/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=847585104046522682&amp;postID=4187492293132688699&amp;isPopup=true' title='Komentarze (9)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/847585104046522682/posts/default/4187492293132688699'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/847585104046522682/posts/default/4187492293132688699'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://piotrbinkowski.blogspot.com/2008/09/m3.html' title='m3'/><author><name>piotr binkowski</name><uri>http://www.blogger.com/profile/05039684214729192384</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/_Yd-tMIpH2BQ/TGAWDvaglXI/AAAAAAAAADQ/v35bR0A0vCY/S220/pb.jpg'/></author><thr:total>9</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-847585104046522682.post-368912317750448466</id><published>2008-09-08T13:25:00.002+02:00</published><updated>2009-03-12T12:40:36.617+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='scenki'/><title type='text'>kawa</title><content type='html'>Pomogliśmy jej wnieść bagaże i poszliśmy na kawę. Myślę, że mogła w tym czasie odpoczywać. Może przestała istnieć. Nie pojawiła się już, a my nie próbowaliśmy o niej rozmawiać. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zjawiliśmy się w jednej z tych wakacyjnych knajpek, rozstawionych na szybkiego pośród piachu i skrawków wydeptanej trawy. Nie wiem, co było dookoła. Ona chciała kawę. Ja piję tylko z nudów, więc postanowiłem nie brać niczego. Podszedłem do baru. Mężczyzna za ladą miał śniadą cerę i wciąż się uśmiechał. Poruszał się w taki sposób, jakby musiał to robić. Poprosiłem o kawę. &lt;br /&gt;- Kawa. Kawa... – Rozejrzał się. – Kawa dobra. Ile kawy? &lt;br /&gt;- Jedną. &lt;br /&gt;- Jeden. Szest złoty. Szest. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Podałem mu dwadzieścia. Otworzył kasę i zaglądał tam przez chwilę, cały czas się uśmiechając. To były różne uśmiechy i wyrażały zakłopotanie. Spojrzał na mnie. Uśmiechnął się przepraszająco i mruknął pod nosem: &lt;br /&gt;- Szest złoty, szest złoty... &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nagle, wyraźnie zadowolony, dał mi banknot dziesięciozłotowy i odwrócił się do półek. &lt;br /&gt;- Dam ci dwie wody. &lt;br /&gt;Trzymał dwie małe butelki z kolorowymi napojami. Postawił je na ladzie i zajął się przyrządzaniem kawy. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;- Syn poszedł do wojska albo pracować. Ja nie wiem. Ja wyjechałem tu. Żona też poszła. Ja nie wiem, z kim, gdzie. Nie wiem właściwie nic, ponieważ rzadko bywałem w domu. Może pracowałem, może się włóczyłem. Przynosiłem jakieś pieniądze i dało się za to przeżyć, ale ona nie mogła być ze mną szczęśliwa. Właściwie syn też mnie nie kochał i tylko mieszkaliśmy ze sobą. Jedliśmy śniadania i kolacje, ale nie rozmawialiśmy o wakacjach. Obiady jadłem poza domem. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Mówił, a ja kilka razy się uśmiechnąłem, kilka razy mruknąłem przytakująco. Wreszcie kawa była gotowa. Sięgnąłem po butelki i nie miałem już miejsca na kubeczek. &lt;br /&gt;- Zaniosę to i zaraz po nią wrócę. &lt;br /&gt;Kiwnął głową w taki sposób, jakby nie miał pojęcia, o czym mówię. Uśmiechał się. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ona siedziała wciąż przy stoliku. Noga na nodze, stopą bujała nerwowo w powietrzu. &lt;br /&gt;- Długo. &lt;br /&gt;Postawiłem butelki na stole. &lt;br /&gt;- Wziąłem je. &lt;br /&gt;- Po co? Gdzie kawa? &lt;br /&gt;- Zaraz przyniosę. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wróciłem do baru po kubeczek, ale kubeczka tam nie było. &lt;br /&gt;- Co z kawą? &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Śniady sprzedawca zapatrzył się gdzieś ponad moją głową. &lt;br /&gt;- Kawa. Już robię. &lt;br /&gt;Mówił dalej: &lt;br /&gt;- Wyjechałem nie dlatego, że było mi tam źle albo, bo wierzyłem, że tu będzie mi lepiej. Mnie było dobrze, ale czułem, że nikomu nie było dobrze ze mną. Nie znałem kobiet, a mężczyźni pili ze mną tylko, jeśli stawiałem. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Obok pojawiła się dziewczyna. Gryzła jakąś bułkę. &lt;br /&gt;- Chciałabym coś ciepłego. Może być tamto. &lt;br /&gt;Za ladą, obok śniadego mężczyzny, który zajmował się moją kawą, stała kobieta. &lt;br /&gt;- Mogę? – zapytała dziewczynę, wskazując głową na bułkę. Zabrała ją i wyrzuciła do kosza. – Nie wolno wnosić jedzenia. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Kawa była prawie gotowa. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;- Nie zawsze tak było. Kiedyś miałem samochód i mogłem wstawać parę minut później. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Spojrzałem w stronę stolika, przy którym siedzieliśmy. Jej wzrok nie pytał. Domagał się odpowiedzi. Skinąłem głową, co miało oznaczać, że zaraz będę. Z kawą. &lt;br /&gt;Mężczyzna mówił, a kiedy znowu przestałem go słuchać, zauważyłem, że pomiędzy kubkami na ladzie pojawił się też jeden z kawą, którego wcześniej nie widziałem. &lt;br /&gt;- Jest kawa. &lt;br /&gt;- Nie trzeba robić? &lt;br /&gt;- Nie, wezmę tę. &lt;br /&gt;- Weźmię tę. Tak. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wróciłem do stolika i postawiłem na nim kawę. Obok kręciła się młoda dziewczyna, kelnerka. Podniosła coś z ziemi, może jakąś gazetę. Kiedy przechodziła obok, z gazety zsunęło się trochę piasku. Prosto na nasz stolik, trochę do kawy. Podsunąłem kubeczek na skraj blatu i powiedziałem: &lt;br /&gt;- Proszę przynieść nam nową.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/847585104046522682-368912317750448466?l=piotrbinkowski.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://piotrbinkowski.blogspot.com/feeds/368912317750448466/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=847585104046522682&amp;postID=368912317750448466&amp;isPopup=true' title='Komentarze (3)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/847585104046522682/posts/default/368912317750448466'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/847585104046522682/posts/default/368912317750448466'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://piotrbinkowski.blogspot.com/2008/09/kawa.html' title='kawa'/><author><name>piotr binkowski</name><uri>http://www.blogger.com/profile/05039684214729192384</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/_Yd-tMIpH2BQ/TGAWDvaglXI/AAAAAAAAADQ/v35bR0A0vCY/S220/pb.jpg'/></author><thr:total>3</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-847585104046522682.post-6123505711307639359</id><published>2008-08-12T19:59:00.000+02:00</published><updated>2010-01-26T20:15:41.721+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='proza'/><title type='text'>tydzień z m.</title><content type='html'>Na ekranie Alicja. Poza ramami już tylko czary. Lustra okien szczerzą się kocio do tonących w tapczanie, naszych rybich oczu. Zapadamy się. Dym może i dławi, ale można się przyzwyczaić. Trochę nam to chyba zbrzydło, skoro każdy od jakiegoś czasu szuka nowych wrażeń.&lt;br /&gt;Drzwi prowadzące na zewnątrz są cienkie, prawie przezroczyste. Obraz lekko śnieży. Nie mogłem usiedzieć ani minuty dłużej i wszedłem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;1.do centrum&lt;br /&gt;Na spacerze z Larkinem powietrze było pełne fotografii. Do środka trafiłem po trzydziestu dwóch minutach. Miałem więc jeszcze godzinę. Zastanawiało mnie, czy zechcesz ze mną usiąść w ogrodzie z ciężkogłowych róż i nożyc. Nie ma takiego, odpowiadasz wciąż obecna, który by potrafił zamknąć się w słowie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Czas się wlecze, więc z nudów odliczam minuty, które jeszcze zostały. Po prawej rysują się krzyże kościoła. Z drugiej chmura wykrzywia ratusz. Niebo jest szarawe, chodnik brudny, nie ma na czym zawiesić oka. Codziennie wywlekany na lewą stronę Olsztyn.&lt;br /&gt;Na wszystko jest sposób, więc przez starówkę idę do parku. Gołębie lądują w fontannie, a saksofon szarpie ciszę. Pełno ludzi, głównie Niemców. Idąc, uświadamiam sobie, że nie umiem patrzeć w oczy tym starszym, wyraźniejszym ode mnie o ileś tam kresek. Szukam wtedy innych miejsc. Nie znam języka, Larkina też biorę w tłumaczeniu. &lt;br /&gt;Wyłapywane zbitki słów brzmią jak miauknięcia. Wąska uliczka: porozrzucane kocie łby i rybioszare ości przy śmietnikach sprawiają, że czuję się jak w kreskówce. Park jest zajęty. Klnąc pod nosem, okrążam go trzy razy. Ławka wreszcie się zwalnia. Znowu gołębie, tym razem dziobią wszystko zapalczywie, rzucają się na każdy okruch. Niebo się mruży, idzie na deszcz. Powietrze tężeje. Na horyzoncie błyska się i słychać nerwowy szum. Kolorowi spacerowicze przeczuwają zbliżającą się ponurość wiatru. Podnoszą oczy, przechodzą na drugą stronę i znikają. Robi się pusto. Smuga kaczek kołysze Łyną od niechcenia, nic sobie robiąc z pogody. Może we mnie też brakuje człowieka, skoro siedzę wbity w ławkę, choć powietrzem trzęsie już nie na żarty. Na górze kocioł. Granat miesza się z brudem. Wszystkie przypadkowe myśli krzyżują mnie właśnie w tym miejscu, z którego można się już chyba tylko śmiać. Wszelkie nawroty mieszczą się w głowie, reszta goi się jak na psie. Tylko patrzeć co z tego wybuchnie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;2.wietrzenie&lt;br /&gt;Rano, odklejony od snu, od razu przyczepiam się do byle czego. Na pierwszy gwóźdź wczoraj albo środa i komórki pełne SMS-ów. Wieczór sprecyzował się w okolicach skroni. Wreszcie we mnie zapadł. Nie narzekałem, muzyka amputowała większość myśli. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Za oknem tyle słońca, że chowam się w łazience. Głosy w rurach zapewniają, którędy nie warto już w tym mieście chodzić. Łazienka ma swój urok. Ściany zbudowane są ze śmiechu, a lustro to w zasadzie tylko odbicie.&lt;br /&gt;Wszystko już zapomniałem, a pewne numery i tak siedzą mi w głowie. Rozglądam się i wiem, okna do wymiany. Szyby są brudne i niewiele widać. Z powodzeniem można jednak udawać wzrok przybity do horyzontu albo parę znacznych objawień.  &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jestem u siebie, więc wychodzę. Klamka szczerzy się jak kocur z Cheshire. Przeskakuję niebieski płotek. Słońce daje po oczach, aż białe króliki rozbiegają się we wszystkie możliwe okoliczności. Na zewnątrz upał wpływa na twarz i skręca liście, z nieba leje się marmolada, a koła ptaków szukają cieni większych niż mój. Ktoś w bramie z sykiem zapalił papierosa. Zakręciło siarką. Buty lgnęły do asfaltu. Smoła wyciekała ze starych dachów. Z całą pewnością, w piekle jest tylko o dwa stopnie cieplej. Zero chmur. Tego roku kwiecień miał w sobie żar w południe i zimny wiatr wieczorów. &lt;br /&gt;Łaziłem w kółko, kręciły się kolory. Przechodnie wycięci z klasycznej talii kart przeskakiwali przez pasy, starając się zatrzymywać tylko na białych. Królowa kier z przyczajonym wśród brwi zdziwieniem i talią osy rozdaje ulotki na rogu Piłsudskiego i Kościuszki. Czas odmawiał współpracy. To przez pogodę nic nie mogło usiedzieć na miejscu – na pustych parkingach można było grać w szachy. W końcu poszedłem nad jezioro, gdzie w wodzie mignęła mi twoja twarz. Powierzchnia parowała i zajrzałaś mi w oczy jak dym. To przecież tutaj nieuważnych diabelskie słońce potrafi spiec na raka. Trzeba ich później chować w cieniu. W okolicy nie było w związku z tym nikogo, kto łaskawie mógłby nas uznać za przedmiot gotowy. I to też problem. Napisałem ci kiedyś, że wbuduję twoje ręce między żebra kaloryfera. Nie żartowałem z tą instalacją.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Swoje igły, dla spokoju sumień, wrzuciliśmy do jeziora. Tak radził Świetlicki.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;3.światła&lt;br /&gt;Te skrzyżowania są szeroko rozpoznane. Światło dociera tu wszędzie. Miasto nie ma tajemnic, wszystkie pasma są zdecydowanie za jasne, można po nim krążyć długie godziny i się nie zgubić. &lt;br /&gt;A jednak powodów jest masa. Wystarczy uznać, że każde zatoczone przez nas koło miało jednak nitkę, która robiła z niego pętlę. Już to wystarczy na kilka samobójstw z pasją. Obraz się wykrzywia, łamią się kąty. Pod kołami zwija się asfalt.&lt;br /&gt;Tak już mam. Nawet ojciec trafił mi się zbyt płytko pochowany i czasem odzywa się grobowym głosem, że próbował i nie wyszło. Kanał.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;4.małe piwo&lt;br /&gt;Antykwariat. Schody są tu niebezpiecznie kręte i nikt nie daje napiwków. Przychodziliśmy często. Piliśmy zieloną herbatę i pisaliśmy. Czasami zapałką, którą podpalałaś niebieskiego LM-a, próbowałem później narysować twój profil.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Któregoś wieczoru na górze siedziało tylko kilka osób. Zamówiliśmy małe piwo, bo akurat na tyle było nas wtedy stać. W połowie rozmowy zauważyliśmy pod stolikiem plecak. Nieduży, ale pełen czegoś. Nie zajrzeliśmy do środka. Minął może kwadrans, pojawił się zdyszany chłopak i go zabrał. Do dzisiaj moglibyśmy zastanawiać się, co w nim było. Dopiliśmy i wyszliśmy, biedniejsi o tę zakazaną przestrzeń.&lt;br /&gt;Kamienice męczyły perspektywą. Jeszcze ciepły autobus mruknął na zakręcie. Słońce wyłożyło cienie i lampy bez emocji to gasły, to zapalały się.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;5.zapaść&lt;br /&gt;Wszystko we mnie siadło i siedzi. Tamta sobota nieoczekiwanie pękła na dwoje i odtąd mam cię tylko na wyciągnięcie słowa. Nie wiem, która. One po prostu były. Każda wyraźna jak zaduch i ciężka od znaczeń.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Obudzony w czyimś mieszkaniu, przelany w swoją pościel. W pokoju byłem sam. Kątem oka widziałem szybę, którą wiatr próbował wcisnąć do środka. To pewnie burza. Grad wielkości przepiórczych jaj rozbijał się o parapet. Telewizor błyskał kolejnymi scenami.&lt;br /&gt;Byle jak najszybciej wcisnąć się w sen.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;6.obchód &lt;br /&gt;Zrób mi kanapkę, mówisz, z czymkolwiek. A mi głupio, bo tego akurat nie mam. Lodówka jest pusta, tylko piwo i margaryna. Piwo oczywiście zostało, bo nie zniósłbym widoku samej margaryny. Siedzę i nic nie odpowiadam. Zastanawiam się, jakie sny ma nietoperz, jeśli przesypia prawie dwadzieścia godzin w ciągu doby. I jakie szanse miałby w akademiku? &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;To prawda, że w straconych pozycjach kochaliśmy sie ostatnio najczęściej i nawet nie wiem, czy nie jest to cytat z czyjegoś wiersza. Przyszłaś, bo więcej kobiet nie pamiętam. Nie wiem, czy umiałbym za wszystkie szczerze żałować. Patrzysz na mnie, więc udaję, że się nad czymś zastanawiam. Kucam i grzebię w lodówce, ale naprawdę zasłaniam ją tylko plecami. W pamięci notuję sobie, żeby wyrzucić margarynę, jak tylko wyjdziesz. &lt;br /&gt;Macierzyński zapytał mnie ostatnio, czy żyłem chociażby kilka dni ze świadomością, że jedyna kobieta, którą kocham, sypia z innymi mężczyznami, a później razem śmieją się z moich wierszy. Domyślam się, że on też czuje się wszędzie obco jak pies bez obroży. Wtedy niczego nie da się już obrysować jako swoje. &lt;br /&gt;Czas leci i nic się nie zmienia. Wciąż tu jesteś. Wypijesz i pójdziesz, chciałoby się powiedzieć, że w mrok. Częstujesz mnie moim piwem. Odmawiam. Od jakiegoś czasu jestem zbyt pełen. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Pytasz, co teraz robię. Patrzę ci w oczy i próbuję sobie przypomnieć, gdzie podziała się ta nasza bliskość, jakiej inni nawet z sobą samym i w najbardziej sprzyjających warunkach nie potrafią zbudować. Może ktoś pomieszał nam języki. Może same się rozwiązały. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wiesz, piwo mnie zmuliło. Pójdę już, możesz resztę wypić. Mówisz to wszystko, a może jeszcze coś więcej. Ale zanim zdołam usłyszeć, wychodzisz i zostaję sam. Beznadziejnie sam, bo margaryna ląduje w koszu i jest, jakby jej nie było. Kładę się i zwyczajnie gapię w sufit, bo nawet ona nie jest w stanie mnie wkurwić.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;7.redukcja&lt;br /&gt;Zaczyna się tydzień. Wróciłem, więc rozmawiamy. Zwykle wtedy, gdy nas nie ma, dzieje się wszystko, co ma znaczenie. Nie tylko nie pytając o pozwolenie, ale nawet bez jakiegokolwiek znaczenia naszej obecności. Było więc w czym rzeźbić słowa. &lt;br /&gt;Alejki przyjęły nas bez sprzeciwu. Wszystkie kończyły się gdzieś w lesie, więc dochodziliśmy tylko do połowy. Z każdej można było w odpowiednim momencie zawrócić. Korzystamy z tego i staramy się ogarnąć jak najwięcej. Nałykać się. Słowa kleją się do warg i czasami trzeba je wypluwać.&lt;br /&gt;Pod paprociami jest już ciemno, więc idziemy do mnie. W środku jest cicho jak w króliczej norze. Rysujesz paznokciem ścianę, wszystko wydaje się proste. Znamy już kontury. Brakuje nam tylko paru wypełnień, bez wychodzenia za linie. Wyznaczamy sobie wąskie od – do. Ustalamy minuty. Śmiejemy się, przekreślając wszystko.&lt;br /&gt;Pojawia się deszcz, szyby wilgotnieją, przez pęknięcia zaczyna wydobywać się para.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/847585104046522682-6123505711307639359?l=piotrbinkowski.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://piotrbinkowski.blogspot.com/feeds/6123505711307639359/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=847585104046522682&amp;postID=6123505711307639359&amp;isPopup=true' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/847585104046522682/posts/default/6123505711307639359'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/847585104046522682/posts/default/6123505711307639359'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://piotrbinkowski.blogspot.com/2009/08/blog-post.html' title='tydzień z m.'/><author><name>piotr binkowski</name><uri>http://www.blogger.com/profile/05039684214729192384</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/_Yd-tMIpH2BQ/TGAWDvaglXI/AAAAAAAAADQ/v35bR0A0vCY/S220/pb.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-847585104046522682.post-3712227145564342427</id><published>2008-07-17T02:06:00.003+02:00</published><updated>2009-03-12T12:29:58.047+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='fragmenty'/><title type='text'>ows</title><content type='html'>&lt;p style="text-align: justify;" class="MsoNormal"&gt;Potem wracamy na szóste. Do tej części Olsztyna, gdzie oprócz kominów jest tylko smutek i poezja. Winda zbliża się do nas jak wątpliwość, więc czekamy cierpliwie. Drzwi są lekkie. Wszystko otwiera się tu na zawołanie. W środku czytamy z nadzieją regulamin i bez wcześniejszych ustaleń zaczynamy liczyć, ile kilogramów brakuje nam do szybkiej śmierci. Nic z tego nie wychodzi. W kawalerce jak na zawołanie robi się dużo osób, dużo dymu i czerwonych świateł. Zostajemy przy tym tak długo, jak to możliwe.&lt;/p&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/847585104046522682-3712227145564342427?l=piotrbinkowski.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://piotrbinkowski.blogspot.com/feeds/3712227145564342427/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=847585104046522682&amp;postID=3712227145564342427&amp;isPopup=true' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/847585104046522682/posts/default/3712227145564342427'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/847585104046522682/posts/default/3712227145564342427'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://piotrbinkowski.blogspot.com/2008/07/potem-wracamy-na-szste-do-tej-czci.html' title='ows'/><author><name>piotr binkowski</name><uri>http://www.blogger.com/profile/05039684214729192384</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/_Yd-tMIpH2BQ/TGAWDvaglXI/AAAAAAAAADQ/v35bR0A0vCY/S220/pb.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry></feed>
